czwartek, 27 marca 2014

23.A partir de hoy (część 2)

Nath nie odezwał się od wyjazdu. Następnego dnia rano zaczęłam się tym martwić, ale uspokoił mnie telefon od Elizy z którego dowiedziałam się że chłopacy nie mają na to czasu. Tom wysłał jej sms'a żebyśmy się o nich nie martwiły i jak będą mogli to się odezwą. Napisali też że tęsknią. Mimo że moje relacje z mamą się polepszyły już dawno dalej czułam jej chłodną postawę. Zastanawiałam się dlaczego jej stosunek do mnie jest taki. Rodzice byli zaprzeczeniem siebie mama ukrywała to co czuje w sobie, a tata okazywał to. Myślałam nad tym czy mogło wydarzyć się coś takiego co mogło ją zmienić na zawsze. Na zdjęciach z czasów szkolnych była wesoła. Nie twierdzę że teraz była ponura, ale wtedy to było bardzo szczere. Nigdy nie przyszło mi do głowy żeby porozmawiać z nią o tym szczerze. Nawet gdyby było coś na rzeczy  i tak zapewne nie powiedziałaby mi o tym więc po co wgl próbować zrobić coś niewykonalnego.
Pobyt rodziców był dla mnie zbawieniem. Miałam więcej czasu na przemyślenia na odetchnięcie od tego całego codziennego amoku. Gdy Nathan wróci zacznie się znowu cała praca, pokazy itp. Siedziałam na łóżku pisząc e-mail do Nathana kiedy usłyszałam dzwonek. Odłożyłam laptop na stolik i poszłam zobaczyć kto to. Przez szybę wenecką w drzwiach zobaczyłam Richa. Nie tylko nie to pomyślałam.Postanowiłam nie otwierać i poczekać aż odejdzie.
- Lena wiem że tam jesteś. Porozmawiajmy. - powiedział Rich
Przez chwilę się zawahałam nad tym co zrobić. Z jednej strony nie chciałam go widzieć, a z drugiej chciałam wiedzieć co u Jess. Czekałam na to że za chwilę może sam sobie pójdzie jednak on dalej stał i nie widać było żeby za chwilę miał zamiar iść. Przekręciłam klucz i otworzyłam.
- Po co tu przyszedłeś ?- zapytałam nie wpuszczając go do środka
- Porozmawiać.
- Nie mamy o czym - powiedziałam zamykając drzwi
Jednak Rich je zatrzymał. Był silniejszy ode mnie.
- Mamy. Sama siebie oszukujesz że nie mamy.
Wszedł do środka.
- Zerwałem z Jess. - powiedział
- Jak to zerwałeś z Jess ? Dlaczego ?
- Po prostu ona nie zastąpi ciebie.
- Nie mam ochoty wysłuchiwać tego.
- Wiesz co jest najgorsze że ja wciąż mam nadzieję. Na to że będziemy razem. Ja wiem że kochasz Nathana i ja w twoim życiu według ciebie byłem błędem. Ale to wszystko co się między nami wydarzyło to miało znaczenie. Oboje tego chcieliśmy. Cieszyliśmy się ze wspólnie spędzanego czasu. Szukałaś mnie gdyby na mnie ci nie zależało nie szukałabyś mnie. Nie przyjechałabyś wtedy.
Stałam i milczałam. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć na o co powiedział. Miał rację.
- Masz rację kocham Nathana, ale w całej reszcie się mylisz. - powiedziałam choć tak nie myślałam
- Lena okłamujesz samą siebie. Gdyby wtedy Nathan nie przyjechał i nie zobaczył tego że się całujemy. Co byłoby dalej ?
- Dalej popełniłabym najgorszy błąd w życiu.
- Czyli według ciebie byłem najgorszym co cię spotkało? - zapytał jednak ja nie odpowiedziałam
Wtedy poczułam że mimo wszystko brakuje mi go. Tylko miałam jedno pytanie co dalej zrobić ?
Zaczął zbliżać się do wyjścia.
- Okej. Brakuje mi ciebie. Nie było dnia żebym o tobie nie myślała. O tym gdzie jesteś i co robisz. Szukałam ciebie bo martwiłam się o to co się z tobą dzieje. Byłeś przy mnie gdy Robert umarł. Powiedziałam ci tyle razy że żałuje że ciebie spotkałam, ale to kłamstwo. 
Rich milczał stał tylko i się mi przyglądał. po czym podszedł i mnie przytulił. 
- Wiesz że nie może być tak jak dawniej. Nathan będzie na mnie za to zły, a ja nie chcę się kłócić. 
- Więc co możemy zrobić ?
- Wydaje mi się że nic. - powiedziałam 
W tym momencie od mieszkania weszła moja mama. Wybrała chyba najgorszy moment do tego. Wiedziałam że za chwilę zacznie się burza. Po tym wszystkim nienawidziła Richa. 
-Wróciłam. Tata poszedł z dzieciakami na plac zabaw. Lena gdzie jesteś ? - słyszałam jej głos stojąc w salonie 
Po chwili pojawiła się w pokoju, a jej mina mówiła sama za siebie. Od razu na jej twarzy pojawiła się złość i wielki grymas. Jej reakcja nie robiła na mnie wrażenia. To był mój dom i mógł w nim przebywać każdy. Starałam się zachować spokój. 
- Co to ma znaczyć ? - zapytała mama podnosząc ton 
- Nie mam zamiaru ci się tłumaczyć. Zostaw nas samych. - powiedziałam spokojnie 
- Słucham? Chyba sobie żartujesz ?! Co on tu robi.. 
- Powiedziałam ci już chyba coś. 
- Nathan o tym wie ? 
- Nie zamierzam się z tobą kłócić. - powiedziałam 
- Ja wszystko wyjaśnię. - powiedział Rich po chwili dodając - przechodziłem obok i pomyślałem że zajrzę żeby oddać Lenie pieniądze. Pożyczyłem je dość dawno i pomyślałem że to nie fair że ich jej nie oddałem. 
Wyjął z portfela 200 zł i podał mi je. 
- Ja już pójdę. - powiedział i wyszedł 
- Przepraszam. - powiedziała mama po chwili dodając - nie wiedziałam wiesz, że się o ciebie martwię 
- Nie chcę z tobą rozmawiać. - powiedziałam i poszłam na górę 
Zawsze było tak samo. Czasami wydawało mi się że ktoś steruje moim życiem i w tym momencie wciska przycisk "REPLAY". Większość wspomnień to tylko kłótnie o to jaka jestem. Wydawało mi się jakby od urodzenia moja mama miała wyrobioną opinię o mnie i wiedziała jak będzie wyglądać moje życie. Jej każde słowo było przemyślane i wiązało się z poprzednim. Nawet jeśli prawda była inna ona już miała swoje zdanie i swoją wersję wydarzeń i nikt nie mógł tego zmienić. Ona wierzyła w to że to jej plan wydarzeń był prawdziwy, a wszyscy dookoła kłamali i starali się ją zmylić. Czasami zastanawiałam się jak tata z nią wytrzymywał. Są już razem tyle lat. Faktycznie dużo razy się kłócili, ale więcej było tych dobrych chwil. Między nimi, bo nie można powiedzieć tego o mnie i o mamie. Wszystko wyglądało jak jedna nieustanna kłótnia wokół wszystkiego. Czegokolwiek bym nie zrobiła to i tak było źle wykonane. Każdy mój chłopak, przyjaciel, znajomy było oceniany jako ktoś bez przyszłości i zła partia dla mnie. Zastanawiałam się tylko nad jednym jaka partia według niej była dla mnie dobra. Za Nathanem też zbytnio nie przepadała chociaż i tak traktowała go najlepiej ze wszystkich moich bliskich. No i dzieciaki kochała je bardzo. Czasami wydawało mi się że bardziej niż mnie i nie wiedziałam czy to dobrze czy źle. Ciekawiło mnie jaka była moja prawdziwa mama ta która mieszkała w Londynie. Tylko że to że nie chcieli się ze mną spotkać skutkowało tym że miałam już wyrobioną o nich opinię, ale bardzo chciałam ich poznać i wiedzieć jacy są. Do tego od pewnego czasu nie rozmawiałam z Jess. Od kiedy wróciła do Londynu nie zadzwoniła ani nie nie napisała. Ale na pewno jest zajęta zalicza ostatnie egzaminy. Muszę zobaczyć się z Richem i porozmawiać z nim. Tylko jest jedna przeszkoda nie wiem gdzie mieszka i nie mam jego nowego numeru. Nie mieszka w starym domu moich rodziców, ale na pewno jeszcze mnie odwiedzi znam go. W tej chwili przyszło mi jedno do głowy. mam jego e-mail. Nie wiem czy dalej ma ten sam, ale warto spróbować. Usiadłam i zaczęłam pisać.






***********************************************************************************
I oto druga część rozdziału na którą musieliście tak długo czekać. Jak zawsze mam nadzieje że wam się podoba. CZEKAM NA WASZE OPINIE. Czytam wasze blogi jednak nie komentuje, ale postaram się to robić. Następny rozdział postaram się dodać w następnym tygodniu. 
Do następnego :*
Mam nadzieje że nie jesteście źli za to że musicie tyle czekać niestety natłok nauki i cała reszta obowiązków nie pozwala mi na regularne dodawanie rozdziałów. :/ PRZEPRASZAM !!!

niedziela, 9 lutego 2014

23.A partir de hoy...(część 1)

- Pokłóciliście się z Nathanem ? - zapytała mama siadając obok mnie
- Nie. Trochę się posprzeczaliśmy, ale jest wszystko ok.
- Więc dlaczego jesteś smutna ?
- Gdzie jest Liz i James ? - zapytałam
- Nie zmieniaj tematu. Powiedz co się dzieje.
- Tak na prawdę to nic się nie dzieje. Wyobraźnia płata mi figle. Dobra nie rozmawiajmy o tym. Na ile przyjechaliście ?
- Na tydzień jeszcze sami dokładnie nie wiemy.
- Dawno was nie było tutaj.
- Wiem dopiero teraz znaleźliśmy czas na to żeby przyjechać.
Często słuchałam radia. Było ustawione dość cicho, bo gdy moja mam weszła do pokoju ściszyła je. Jednak gdy przez chwilę milczałyśmy usłyszałam zapowiedź piosenki. Zerwałam się z sofy i podbiegłam w kierunku radia.
- Lena co się stało ? - zapytała wystraszona mama
- Nic. Tylko że chcę nagłośnić. Codziennie ktoś dedykuje komuś piosenkę. To takie słodkie. - powiedziałam nagłaśniając
- A dzisiaj usłyszymy "A partir de hoy" z dedykacją dla Leny. Wiem że mało prawdopodobne jest to że to usłyszysz. A partir de hoy oznacza począwszy od dziś. Pamiętaj że wtedy oddałem ci całe swoje serce, moje sekrety, moje przeznaczenie i moje nadzieje,każde miejsce, każdy zakątek,moje szaleństwo i rozsądek. To nasza piosenka do końca. Kocham cię zapamiętaj to. Niestety nie wiemy od kogo jest dedykacja. Więc oto "A partir de hoy" dla ciebie Lena.
- Dziwny zbieg okoliczności. - zaśmiała się mama
- Tak dziwny. - powiedziałam
Jedyną myślą w mojej głowie był Robert. To była piosenka moja i jego. Zastanawiałam się nad tym czy mógł zdarzyć się taki przypadek i taka sama piosenka mogła być dedykowana innej osobie o imieniu Lena. Wiem że nie jestem jedyną osobą na świecie o takim imieniu, ale słowa w wypowiedzi to tekst piosenki który mówił do mnie Robert. Przecież on nie żyje. Być może to ktoś inny. To nie możliwe żeby to była piosenka dla mnie.
- Lena. Lena o czym tak myślisz ? - usłyszałam głos mamy
- O niczym. - powiedziałam zaprzeczając
- A może to Nathan dedykował ci piosenkę.
- To nie jest piosenka moja i Nathana. - zaprzeczyłam
- Ale myślałam że ją lubisz. Może Nathan chciał zrobić ci niespodziankę.
- Nie rozumiesz że to nie on. - podniosłam ton zauważając że zbyt raptownie zareagowałam po chwili dodałam - przepraszam nie powinnam tak wybuchać
- Nic się nie stało, ale nie rozumiem dlaczego się zdenerwowałaś.
- Nie zrozumiesz tego nikt nie zrozumie tego. Przepraszam, ale chcę się spotkać ze Stevem.
- Teraz? - zdziwiła się mama
- Tak dzieciaki są z tatą to mam czas.
- Dobrze więc idź, a ja zrobię co dobrego na obiad. - powiedziała po czym wyszłam z salonu
Założyłam buty, sweterek i wyszłam. Postanowiłam pójść pieszo zamiast brać samochód.
- Lena - usłyszałam za sobą
Odwróciłam się był to Steve.
- Właśnie do ciebie szłam. - powiedziałam wtulając się w chłopaka
- Coś się stało ? - zapytał
- Wszystko się stało. Nie wiem dlaczego wszyscy mnie się pytają co mi jest.
- A coś jest na rzeczy ?
- Ktoś
- Wolisz się przejść czy wejść na kawę ? - zapytał
- Zdecydowanie przejść. - powiedziałam
Zaczęliśmy iść w stronę parku. Tam było najlepiej spacerować. Było ciszej niż na ulicy w centrum.
- Więc opowiadaj. - powiedział Steve
- Weźmiesz mnie za wariatkę, ale to wszystko zaczyna się składać w całość. Jak odprowadziłeś mnie wtedy wieczorem znalazłam w skrzynce na listy kartkę "Co byś zrobiła gdybym wrócił...? " i jeszcze ta dzisiejsza dedykacja w radiu.
- Ta dla Leny ?
- Tak a co słyszałeś?
- Jak wychodziłem i wyłączałem radio to akurat była ta dedykacja. Rzeczywiście to wszystko jest jakieś dziwne. A jeździłaś do mieszkania Roberta ?
- Byłam tam wszystko jest takie jak dawniej. Nawet wygląda na to że ktoś tam mieszka, a siostra Roberta nic o tym nie wie że ktoś tam mieszka.
- Ale nie sądzisz że gdyby Robert żył to pierwszą rzeczą jaką by zrobił to spotkał się z tobą.
- Właśnie że nie, bo on nie chce zniszczyć tego co jest pomiędzy mną i Nathanem.
- A w ten sposób nie niszczy ? Więcej się kłócicie przez to. Nie wiem czy robi coś dobrego.
- Rzeczywiście masz rację. Zauważyłam że oboje z Nathanem się oddalamy, ale w moim odczuciu to uczucie gaśnie. Czuję się bezradna, bo nie dam rady temu zaradzić. Niby jest jak dawniej, ale po prostu to czuje i wydaje mi się że Nathan też to zauważa.
- Więc zrób coś żeby było inaczej. W każdym związku są upadki i wzloty. Przeszliście tyle z Nathanem że nic was już nie rozdzieli i każdy to wie.
- Wiesz czasami mi się wydaje że niedługo to się skończy. Chyba nikt nie ma życia bardziej skomplikowanego ode mnie.
- No a ten Will ? To może on ?
- Nie no coś ty to nie Will on nie wie o tej piosence poza tym nie widzieliśmy się bardzo długo.
- Więc mam pomysł pojedziemy pod mieszkanie Roberta i będziemy czekać aż ktoś wyjdzie albo do niego wejdzie.
- To chore. Nie wiem czy jest sens to zaczynać. Nathan i tak jest zły na mnie za to że wierzę w takie głupoty. A poza tym nie chcę żebyś tracił czas ze mną na to. Jak się zdecyduje to pojadę sama.
- Jesteś pewna ? Ale zadzwonisz do mnie i jak nie będę miał zajęcia to pojadę z tobą. Zgoda ?
- Dobrze jeśli chcesz. Słuchaj moja mama i tata przyjechali i mama powiedziała jak wychodziłam że zrobi coś dobrego na obiad może pójdziemy po Tobiego i wpadniecie do nas.
- Jeśli to nie jest kłopot. To z wielką chęcią. - powiedział uśmiechając się
Kiedy weszłam do mieszkania ze Stevem i Tobim moja mama wydawała się być zaskoczona.
- Hej. Znalazłam nam towarzystwo. - powiedziałam uśmiechając się do mamy




**********************************************************************************
Wiem że rozdział jest krótki dlatego pojawi się jeszcze część druga rozdziału. Czekam na wasze opinie. Mam nadzieję że rozdziały wam się podobają. Jutro już do szkoły :/. Nie mogłoby być więcej tych ferii?! 
Całusy :*:*:* Do następnego. 

niedziela, 2 lutego 2014

22.Co byś zrobiła...?

Steve odprowadził mnie pod sam dom i odszedł. Zauważyłam że mój samochód nie jest schowany do garażu. Miałam przy sobie kluczyki, więc postanowiłam go schować. Zamknęłam garaż na i zaczęłam iść w kierunku schodów. Cały czas wydawało mi się że ktoś mnie obserwuje przez myśl mi przeszło że to może Steve czeka aż wejdę do środka. Rozejrzałam się dookoła po drugiej stronie ulicy stał samochód. Przez głowę przeszła mi myśl żeby pójść sprawdzić czy jest tam ktoś w środku, ale jak by to wyglądało. Podeszłam do drzwi i zauważyłam że w skrzynce na listy coś jest, ale przecież listonosz przychodził rano. Zabiłam myśli tym że to na pewno jakaś reklama. Wyjęłam kartkę na której było napisane "Co byś zrobiła gdybym wrócił ?" W mojej głowie była pustka. Obróciłam kartkę na drugiej stornie nic nie było napisane. Do tego napis był napisany komputerowo przez co nie można było poznać czy to znajome pismo. Obróciłam się do tyłu samochodu po drugiej stronie już nie było. Podeszłam do kosza i wyrzuciłam kartkę jednak w myślach dalej zastanawiałam się nad tym kto to mógł być. Weszłam do środka do mieszkania. Dzieci spały, Nathan tak samo. Weszłam do kuchni i zrobiłam sobie gorącą czekoladę, bo mimo że była wiosna to na podwórku było dość chłodno. Usiadłam w kuchni przy stoliku. Kubek był gorący i przyjemnie ogrzewał moje ręce. Zaprzątałam sobie głowę tym co zobaczyłam przed chwilą. Kto mógł to napisać. Rich był w Londynie więc nie mógł tego zrobić. Will jest w Polsce i spotykałam się od czasu do czasu z nim więc by nie pisał nic o powrocie, Max tak samo. Nie był żadnej osoby która mogłaby to napisać. A może ktoś robi mi po prostu głupie żarty. Ostatnią myślą jaką przyszła mi do głowy był Robert, ale tego nie dało się wytłumaczyć racjonalnie. On przecież nie żył. Podparłam głowę jedną ręką. Mimo że schowałam samochód do garażu coś mnie korciło żeby pojechać do mieszkania Roberta, ale co na to Nathan. To by było nie fair wobec niego. Z kuchni przeniosłam się do salonu i położyłam się na kanapę nie włączając światła. Okazało się że zasnęłam. Otworzyłam oczy i zauważyłam w progu Nathana.
- Dlaczego spałaś w salonie ?
- Nie wiem jak wróciłam to wypiłam gorącą czekoladę i przyszłam do salonu i najwidoczniej zasnęłam.
- Wczoraj jak wyszłaś dzwonił Tom wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem.
- Więc dzisiaj nici z naszego wyjścia ?
- Nie wiem być może. Musze pojechać załatwić kilka spraw.
Czułam jakby Nathan był dla mnie obojętny. Jego wzrok był wbity w ziemie i unikał mojego.
- Jesteś na mnie zły ?
- Nie. Dlaczego?
- Po prostu mi się wydaje jakbyś był.
- Dzieciaki śpią na stole macie śniadanie ja muszę lecieć do studia.
- Nie zjesz z nami ?
- Nie jestem głodny. - powiedział i zbliżał się do wyjścia
- Ej a całus ?!- krzyknęłam
Podszedł i dał mi całusa rzucając za siebie "Pa". Byłam tym wybita co to miało oznaczać. Gniewał się na mnie za Steva przecież nie miał powodów powiedział wczoraj że to rozumie.Postanowiłam że poczekam z dzieciakami aż wróci Nathan i wtedy zaplanujemy coś. Zjedliśmy śniadanie i razem z Jamesem i Liz bawiliśmy się w salonie. Czas się dłużył i co chwilę spoglądałam w stronę drzwi mając nadzieję że do mieszkania wejdzie za chwilę Nathan.
- Mamo kiedy wróci tata ? - zapytał James po chwili dodając - wczoraj mówił że dzisiaj spędzimy ten dzień razem
- Wiem słonko, ale musiał wyjść zaraz na pewno wróci. - powiedziałam z nadzieją po chwili dodając - A może obejrzymy bajkę ? Macie ochotę na "Looney Tunes"
James i Liz odpowiedzieli zgodnie. Włączyłam im bajkę i wyszłam żeby zadzwonić do Nathana. Jednak mimo moich wszelkich starań nie odbierał. Wróciłam do dzieciaków. Usiadłam na kanapie. Podparłam głowę jedną ręką i rozmyślałam. Nie wiedziałam za co Nathan był zły. Może po prostu miał taki dzień lub zdenerwował się tym że musi jechać do studia. Wszystko wyjaśni się jak wróci. Tylko ciekawe o której to będzie skoro do tej pory jeszcze nie wrócił.
Zbliżał się wieczór, a jego dalej nie było. Zaczęłam się denerwować i bać się że coś mu się stało. Liz i James zasnęli po długiej zabawie jednak mimo wszystko co chwilę pytali kiedy wróci tata.
- No nareszcie - powiedziałam schodząc na dół po schodach i zauważając że Nathan wrócił
- Przyjechałem po rzeczy. Musze jechać za chwilę na lotnisko.
- Możesz mi powiedzieć co się dzieje ? Z rana wyszedłeś obojętnie, nie odbierałeś moich telefonów. Mieliśmy spędzić ten dzień razem z dziećmi. A teraz wracasz tylko po rzeczy i lecisz do Ameryki.
- Co mam na to poradzić to moja praca.
- Nathan my się coraz bardziej od siebie oddalamy.
- Może po prostu do siebie nie pasujemy.
- Co ty mówisz ? Co to ma znaczyć ?
- Ty zawsze będziesz kochała Roberta.
- Co to wgl za argument powiedziałam ci że kocham tylko ciebie.
- Nie udawaj że nie widziałaś tej kartki rano sprawdzałem nie było jej w skrzynce.
- A jaki ta kartka ma związek z Robertem?
- Nie udawaj. Na pewno po przeczytaniu tego pomyślałaś o Robercie.
- Może. To nie jest chyba grzech.
- Jednak miałem rację.
- Musimy się kłócić przed twoim wyjazdem. Sam poruszasz ten temat. A poza tym skąd wiesz o tej kartce.
- Twój anonim zadzwonił na dzwonek myśląc chyba że wyjdziesz do niego.
- Nathan mam dość. Nie zamierzam dalej rozmawiać o Robercie. Zamiast spędzać czas na rozmowie o nim powinniśmy porozmawiać o nas.
- Rozmawiamy przecież o nas.
- Więc co może chcesz mi powiedzieć że chcesz się rozstać.
- Nie wiem.
Po usłyszeniu tych słów wypowiedzianych przez Nathana czułam jakby wbił mi nóż w serce. Myślałam że zaprzeczy, a on tego nie zrobił. 
- Przepraszam nie chciałem tego powiedzieć. - powiedział dotykając ręką czoła
- Ale powiedziałeś. Idź się spakuj, bo spóźnisz się na samolot. - przeszłam obok niego obojętnie
- Nie spóźnię się. Porozmawiajmy normalnie.
- Trzeba było pomyśleć o tym kilka godzin temu. Dzieci pytały się co chwilę o to kiedy wrócisz.
- Musieliśmy dokończyć nagrania.
- Rozumiem to, ale wracasz późno i zamiast przytulić mnie i pocałować mówisz mi że przyjechałeś po rzeczy. Jak ja mam się teraz czuć?
- Przepraszam. - powiedział podchodząc i przytulając mnie do siebie
- Musisz już iść, bo spóźnisz się na samolot. - szepnęłam mu do ucha
Gdy Nathan wyszedł położyłam się na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Na szczęście się pogodziliśmy to było najważniejsze. Teraz czekał mnie cały tydzień bez Nathana. Wzięłam tydzień wolnego w agencji przez co mogłam zająć się dziećmi.
Zdawało mi się że wszystkie dni będą takie same że co rano wstanę, zrobię śniadanie i będę się bawiła z dziećmi. Jednak byłam w błędzie już pierwszego dnia rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Poszłam by otworzyć. W drzwiach stali moi rodzice.
- Niespodzianka - powiedzieli oboje
- Mamo, tato co wy tu robicie ? - zapytałam zaskoczona
- Postanowiliśmy cię odwiedzić.
- Dzwonił do was Nath ?
- Dzwonił, ale on nie ma nic wspólnego z naszym przyjazdem. - odpowiedziała mama
- Wejdźcie do środka. - powiedziałam wpuszczając ich do środka
- Liz jeszcze śpi i James ? - zapytała mama
- Tak wczoraj bawiły się do późna i wydaje mi się że jeszcze sobie trochę pośpią. - odpowiedziałam po chwili dodając - trafiliście w samą porę przygotowałam śniadanie
- Są naleśniki ? - zapytał tata
- Oczywiście jak zawsze. - odpowiedziałam z uśmiechem 
Dzień mijał szybko rodzice wyszli z Liz i Jamesem. Chcieli żebym odpoczęła od dzieciaków. Jednak ja nie mogłam znaleźć sobie miejsc. Zastanawiałam się nad tym co dalej co by było gdyby on faktycznie wrócił. Kto robi mi coś takiego ? Może to znowu matka Roberta chce uprzykrzyć mi życie. Nie nie powinnam o tym myśleć. Jego już nie ma i nigdy nie będzie. 




*********************************************************************************
A więc jest nowy rozdział. Jak Wam się podoba ? Wiem mieszam coraz bardziej, ale taka moja natura pisarska. Heh weny nie brakuje gorzej z czasem.  W tle możecie usłyszeć piosenkę, którą wielbię i mam wielki sentyment do niej. Tydzień ferii minął. Szybko. Został jeszcze jeden. Dlaczego to tak szybko mija ?! 
Pojawił się na pasku z boku wpis o kolejnym rozdziale. Liczę na opinie o rozdziale. 
Do następnego :***

sobota, 1 lutego 2014

Liebster Award 2,3

Dopiero dzisiaj zauważyłam że dostałam dwie nominacje do Liebster Award. Byłam zaskoczona z tego powodu. Wiem że rozdziały ostatnio pojawiają się dość nieregularnie. Niestety brak czasu. Tylko kiedy ja go w końcu znajdę. Nowy rozdział pojawi się jutro, ponieważ muszę go dokończyć jeszcze. Mam nadzieję że mimo wszystko czytacie moje opowiadanie i wam się podobają rozdziały. Jak zauważyliście już dawno z pasku z boku zniknął wpis kiedy pojawi się kolejny rozdział, dlatego postanowiłam że wpis powróci i będę się do niego stosowała. Dlatego już jutro pojawi się nowy rozdział i data kolejnego rozdziału. Dobra czas zabrać się za odpowiedzi.

Pierwszą nominację otrzymałam od JayBird aka my life ♥
1. Imię?
Magda :P
2. Masz TT?
Tak mam. @magda562
3. Jesteś w #TWFanmily?
Oczywiście. :P
4. Co sądzisz o JB?
To bardzo utalentowany chłopak. Jestem jego fanką. Ma wielką sławę przez co czasami gubi się w życiu. Myślę że każdy kto ma złe zdanie o nim powinien obejrzeć jego wywiad z Oprah Winfrey Network i wtedy go ocieniać. Bo według mnie Justin nie zasłużył na takie traktowanie ze strony niektórych antyfanów.
5. Co sądzisz o 1D?
Podoba mi się ich piosenka "Story of my life". Nie jestem ich fanką, ale nie mam nic przeciwko nim.
6. Inny ulubiony wykonawca?
Justin Bieber, Katy B ojjj dużo ich. :P
7. Ulubiony Aktor?
Douglas Booth, Mario Casas
8. Ulubiony Model?
Alex Bechet.
9. Ulubiony Kolor?
Brązowy.
10. Ile już miałaś nominacji do LA?
Dużo. W tej części trzy, a w pozostałych nie pamiętam.
11. Znasz New Kids On The Block?
Nie.


Drugą nominację dostałam od   Chasing The Sun
1. W jakich fandomach jesteś ?
TWFanmily, Beliebers
2.Ulubiona piosenka ?
Nuestro camino, Sweater Weather
3.Najfajniejszy film ?
Trzy metry nad niebem. I wciąż ją kocham. Duże dzieci.
4.Jakie seriale oglądasz ?
Heh barwy szczęścia i m jak miłość.
5. Masz zwierzęta ?
Tak. Psa i żółwia.
6. Jakie jest Twoje marzenie ?
Nie zdradzę :P
7.Czego się boisz ?
Czegoś na pewno.
8. Co jest dla ciebie najważniejsze ?
Miłość, rodzina i przyjaciele.
9. Twoja średnia to....?
Około 4,00.
10. Ulubiony aktor ?
Douglas Booth, Mario Casas
11. Masz inne blogi ?
 Tak.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

21. Spacer...

Złość coraz bardziej rosła we mnie. Cała radość z przyjścia tutaj minęła i chciałam jak najszybciej stąd uciec.
- Zdajesz sobie sprawę że na dole siedzi Julia i Nathan.
- Wiem to, ale nie spotkałabyś się ze mną ot tak.
- Może dlatego że nie mam powodów do tego by się z tobą spotykać.
- A potrzebny jest powód nie możemy po prostu spotkać się jak przyjaciele?
- Spotykanie się jako przyjaciele jakoś słabo wypaliło mi z Richem, więc wątpię w to że z tobą będzie inaczej.
- Tego nie wiesz.
- Max wiem przypomnij sobie Londyn co zrobiłeś gdy byliśmy w apartamencie.
- To było wtedy, a nie teraz.
- Dlaczego mam wierzyć w to że teraz tak nie będzie. Pamiętaj że Nathan jest w zespole i nie chcę żadnych kłótni pomiędzy wami.
Odwróciłam się i chciałam iść jednak wyszedł przede mnie.
- Dawno się nie widzieliśmy jedno spotkanie.
- Max jesteś dzieckiem ? Nie rozumiesz słowa nie ?
- Nathan nie będzie tym z którym będziesz do końca.
- Żartujesz sobie ?! - wzburzyłam się
- Zrozum to że może i pasujecie do siebie, ale nie zauważyłaś że cały czas macie jakieś przeszkody.
- Jak w każdym związku są przeszkody tak i w naszym. A no tak, bo gdybym była z tobą to wszystko byłoby takie kolorowe.
- Nie mogę tego powiedzieć, bo nie byliśmy ze sobą.
- Właśnie nigdy nie byliśmy ze sobą i nigdy nie będziemy.
Wróciłam na dół.
- No nareszcie myśleliśmy że nie wrócisz. - powiedział Siva
- Musiałam zadzwonić jeszcze.
Usiadłam obok dziewczyn i dalej gadałyśmy podczas gdy dzieciaki się bawiły, a chłopcy gadali o trasie koncertowej. Spoglądałam na Julię i zastanawiałam się czy ona wie że Max jej nie kocha. Jaki on wgl jej w stosunku do niej, przecież gdy przyszliśmy do Elizy wyglądali na zakochanych oboje się razem śmiali. Albo Max po prostu mnie okłamuje, albo zgrywa dobrą minę do złej gry. Przecież Julia nie zasługuje na to. Ciekawi mnie czy się kłócą jak na prawdę odnoszą się do siebie. Julia mówi dla nas c innego, a Max dla mnie co innego. Jeszcze ten jego tekst że Nathan nie będzie tym z którym będę do końca. Skąd on to niby może wiedzieć. Może powiedzieć wszystko żeby zdobyć to co chce. Kiedyś i może się przyjaźniliśmy, pocieszał mnie, ale teraz nie mam do niego zaufania może to przez Richa. Nie mogę zwalić tego na Richa, ale po prostu może to przez ta całą historię z Richem. W tym momencie chciałam spotkać się ze Stevem. Jakiś czas go nie widziałam. Wyciągnęłam telefon i wysłałam mu sms. Odpisał że też chce się spotkać. Umówiliśmy się na spacer. Wiem że powinnam spędzić ten czas z Nathanem i dzieciakami, ale są pewne rzeczy o których wolę porozmawiać ze Stevem. Nie chodzi mi o to że mam sekrety przed Nathanem. Tylko że ja i Steve jesteśmy jak rodzeństwo przynajmniej dla mnie, ale wydaje mi się że dla niego też jesteśmy jak rodzeństwo. Zauważyłam że ktoś macha mi przed twarzą ręką.
- Lena tu ziemia. - usłyszałam
- Przepraszam zamyśliłam się. - powiedziałam odrywając się od myśli
- Razem z Pegi chcemy wam coś powiedzieć. - powiedział Jay
Wszyscy spojrzeli na nich. Nie miałam pojęcia co to mogło być.
- Więc tak Pegi jest w ciąży i za kilka miesięcy będziemy mieli dziecko.
Wszyscy wpatrywali się w nich oboje, a oni czekali na naszą reakcję.
- No powiedzcie coś. - powiedziała Pegi
- To świetnie. - krzyknął Tom i pierwszy rzucił się za gratulacjami
Zbliżał się wieczór, a my dalej świętowaliśmy, bo była kolejna okazja. Pegi była dopiero w drugim miesiącu  przez co nie było po niej widać jeszcze że jest w ciąży.
Wróciliśmy do domu około 22:00. Dzieci zasnęły w samochodzie, bo były wyczerpane zabawą.  Więc Nathan zaniósł Liz do pokoju, a ja Jamesa. Zeszłam na dół i zaczęłam się ubierać by spotkać się ze Stevem.
- Może obejrzymy jakiś film ? - zapytał Nathan schodząc po schodach po chwili dodając - a ty gdzie się wybierasz ?
- Umówiłam się ze Stevem.
- Myślałem że spędzimy razem wieczór w poniedziałek wyjeżdżam.
- Dawno się z nim nie widziałam. Przecież mamy jeszcze jutro.
- No tak faktycznie po co siedzieć ze mną. - powiedział Nathan i poszedł do salonu
- Obrażasz się na mnie za to ?
- Po prostu jestem zły. Ale wiem że muszę to zrozumieć. Jeśli chcesz to idź. 
- Ty tak na serio ?
Nathan podszedł bliżej mnie. 
- Powinienem się trochę zmienić. Być mniej zazdrosny. 
- Jesteś zazdrosny o Steva ?
- Może tak trochę trochę trochę, ale to się zmieni. Od teraz będę się starał najmocniej być mniej zazdrosnym. 
- Wiesz teraz ciężko będzie mi się do tego przyzwyczaić.- pocałowałam chłopaka i dodałam - ale wiesz tak od czasu do czasu możesz być zazdrosny.
Steve czekał na mnie w parku. Było po 22,00. Usiedliśmy na jednej z ławek. 
- No więc opowiadaj jak tam z Klarą ? - zapytałam zaciekawiona
- Porażka. - powiedział spuszczając głowę i się śmiejąc 
- Dlaczego ? 
- Toby jej nie lubi. Ostatnie nasze spotkanie było dość interesujące. Klara zaprosiła nas do siebie. Powiedziałem Tobiemu żeby nie robił żadnych głupot i zachowywał się jak należy. Początek był jeszcze okey gdy Toby jadł, ale jak przestał Klara powiedziała żeby poopowiadał o czymś. No i się zaczęło Toby zaczął zasypywać Klarę historiami o innych o tym jak byliśmy w Gdańsku itp. Na końcu dodał że nie lubi jej. 
- To przecież jeszcze dziecko. Klara chyba nie wzięła tego na poważnie. 
- Tego nie, ale Klara włączyła mu bajkę i dała kartki i kredki, ale nie zauważyła że obok leżą jej dokumenty. Toby to wykorzystał i udał niewinnego że nie wiedział nic o tym. W domu mi się przyznał że pomalował je specjalnie. 
- Ale Klara chyba to zrozumiała ? 
- Wpadła w szał i wykrzyczała mi że to nie dziecko tylko bachor i że nie ma zamiaru udawać jego matki. I się rozstaliśmy. 
- Nie była ciebie warta. 
- Tu nie o to chodzi, ale dla Tobiego zawsze coś się nie będzie podobać, a ja w końcu chce być z kimś. Rozumiem żeby minęło mało czasu, ale od śmierci jego matki minęło więcej niż 7 lat. Kochałem ją, ale nie mogę przez całe życie użalać się nad sobą. 
- Proste pytanie kochałeś Klarę ? 
- Nawet jeśli to już definitywny koniec. Nazwała Tobiego bachorem. 
- Toby to mądry chłopiec kiedy znajdziesz tą jedyną na pewno się z tym pogodzi i będzie cię wspierał. 
- Wiem to i mam taką nadzieję. Dosyć o mnie opowiadaj co u ciebie. 
- Byliśmy dzisiaj u Elizy na jej urodzinach. 
- A czy wy nie jesteście ? 
- No waśnie to się zmieniło pogodziłyśmy się, ale nie do końca. Nie umiem tak od razu no wiesz wszystkiego cofnąć. Minie trochę czasu zobaczymy. 
- Ale chyba masz mi coś jeszcze do powiedzenia. Widzę że coś cię jeszcze trapi. 
- Max też tam był. Kiedy poszłam na górę do łazienki wyszedł za mną. Powiedział mi że nie kocha Julii  i że ona nigdy nie będzie mną. 
- Chwila Max coś do ciebie czuje ? - Steve widać że był zdezorientowany
- Tak, ale ja tego nie odwzajemniam. Najbardziej szkoda mi Julii no bo skoro on jej nie kocha to ją oszukuje. Czuje się podle. 
- To nie twoja wina przecież Max jest dorosły i robi co chce, ale nie powinien ci tego mówić. - położyłam głowę na ramieniu Steva 
- Dlaczego życie nie jest łatwiejsze ? 
- Mnie się pytasz o to. Trzeba się z tym pogodzić już chyba że zawsze coś nie wychodzi. Czasami zazdroszczę dla Nathana że ma ciebie. 
Podniosłam głowę do góry. 
- Ty przecież też masz mnie. Przyjaźnimy się. 
- No tak wiem.
Wyjęłam telefon i spojrzałam na zegarek. 
- Może już wracajmy jest dość późno. - powiedziałam wstając 
- Dobrze, a może jutro się spotkamy znowu ? 
- Nie jutro nie. 
- Rozumiem nie musimy się codziennie spotykać. 
- Steve nie chodzi o to, ale w poniedziałek Nathan jedzie w trasę i chce jutro z nim spędzić cały dzień przed wyjazdem.
- Trasę ? Nie wydawało mi się żeby Nathan o tym mówił. 
- Bo nie mówił wczoraj się o tym sam dowiedział. Ale nie będzie go tydzień więc liczę na to że będziemy się codziennie spotykać. - powiedziałam uśmiechając po czym Steve odwzajemnił uśmiech - dobra ja już lecę - powiedziałam i chciałam mu dać całusa 
- Chwila odprowadzę cię. Jest późno nie puszczę cię samej. 
- Nic mi się przecież nie stanie. Poza tym Toby na pewno na ciebie czeka. 
- On już śpi został z nianią. 
- No więc chodźmy. - powiedziałam 
Noc była dość zimna jak na wiosnę. Steve zauważył chyba że jest mi zimno i zdjął marynarkę po czym okrył mnie nią. W myślach pomyślałam że jest podobny do Nathana, bo nie musiałam nic mówić a wiedział że jest mi zimno. 
- Skąd wiedziałeś że jest mi zimno ? - zapytałam 
- Znam cię. W końcu się przyjaźnimy. Przepraszam cię. 
- Za co ? - zapytałam zatrzymując się 
- Za to że uwierzyłam mamie Roberta w to że osiągnęłaś wszystko przez łóżko jak mogłem być tak głupi zamiast zapytać o to ciebie wyjechałem i się nie odzywałem. 
- Nie masz mnie za co przepraszać to już przeszłość. Mama Roberta to podła kobieta. 
- Ale ja nie powinienem i tak jej w to uwierzyć. 
- Nie myślmy o tym. 
- Jak wtedy cię zobaczyłem po tak długim czasie chciałem cię mocno przytulić. Nie chciałem być obojętny i chamski. 
W tym momencie mnie przytulił.




**********************************************************************************
Po tak długiej nieobecności wracam. Oto nowy rozdział. Wyszedł nawet długi. Mam nadzieję że wam się podoba. Nadrobię wasze blogi jutro, bo już dzisiaj muszę się brać za naukę. W kolejnym rozdziale postanowiłam trochę namieszać może macie jakieś pomysły na co mogę wpaść ?! Chyba raczej nie uda wam się zgadnąć :P
CZEKAM NA KOMENTARZE.
Wypełniajcie ankiety. 
Do następnego... :*

sobota, 14 grudnia 2013

20.Czego ode mnie chcesz...?

Nathan wrócił przed południem akurat wtedy kiedy musiałam jechać na sesję. Cieszyłam się jedyne tym że był piątek a w weekend mieliśmy wolne. Chłopak wszedł milcząc i poszedł na gorę nie odzywając się. Posadziłam Jamesa obok Liz i poszłam za nim żeby dowiedzieć się gdzie był.
- Gdzie byłeś ? - zapytałam zatrzymując się w progu naszej sypialni
- Nie ważne. - odpowiedział przekładając jakieś kartki
- Ważne powiedz mi. - powiedziałam podchodząc do niego bliżej
- Powiedziałem że nie ważne koniec tematu. - powiedział i poszedł na dół
Nie zamierzałam biegać za nim góra i dół. Jeżeli nie chciał rozmawiać to nie.
- Wrócę wieczorem. - powiedziałam całując w czoło Liz i Jamesa i wychodząc
Nathan nawet się nie odwrócił się w moją stronę.
Miałam jeszcze trochę czasu więc postanowiłam pójść do studia piechotą. Musiałam pooddychać świeżym powietrzem. Zauważyłam Elizę i Cher które szły w przeciwnym kierunku. Obie spojrzały na  mnie i się zatrzymały.
- Hej. - powiedziały równocześnie po czym Eliza dodała - co tam u ciebie i Nathana
- Wszystko w porządku, a u was ?
- Tak samo. - powiedziała Cher
- Od teraz nasze rozmowy zawsze będą tak wyglądały ? - zapytała zasmucona Eliza
-A jak myślisz ? Jeszcze jakiś czas to wam nie przeszkadzało. Przepraszam, ale się śpieszę może innym razem porozmawiamy. - minęłam je i zaczęłam iść
- Jutro są moje urodziny. Może wpadniecie z Nathanem i dzieciakami będzie cała nasza paczka.
- Pomyślę nad tym. - powiedziałam potakując głową
Nasza przyjaźń się już rozpadła, ale ostatnio zastanawiałam się czy tak na prawdę nie tęsknię za tym co było. Wszystko wtedy jakoś lepiej się układało i miało większy sens.
Kiedy wróciłam do domu Nathan siedział i bawił się z dziećmi na dywanie. Oczywiście żadnej reakcji jakby mnie wgl nie było. Przeszłam obok i usiadłam przy Jamesie.
- Spotkałam dzisiaj Elizę ma jutro urodziny zaprosiła nas.
Nathan wstał i wyszedł z pokoju do kuchni. Za co on tak wgl był tak na mnie zły. Nie zrobiłam nic złego. Woli w końcu kłamstwo czy prawdę. Bo za każdym razem jest źle. Wyszłam za nim mówiąc do Liz i Jamesa że zaraz wrócę.
- Możesz powiedzieć mi o co ci chodzi ?
Chłopak nalewał sobie soku do szklanki dalej milcząc. Podeszłam bliżej odstawiając szklankę i sok na bok, bo jego milczenie doprowadzało mnie do szału.
- Też czujesz się jakbyś była ty, ja i Robert?! - powiedział to z taką miną że chciałam się schować
- Nie.
- A ja tak. Robert dał ci sukienkę Robert to Robert tamto. Nagle okazuje się że żyje to jest kpina skoro zginął kilka lat temu.
- Przecież wiesz że jest inaczej. Kocham tylko ciebie. To co czułam do Roberta to przeszłość.
- Lena to nie prawda ty go kochasz i ja to widzę. Pamiętam jego słowa że odbierze mi to co ja mu zabrałem i czuję jakby to się rzeczywiście działo.
- Być może go kocham, ale to co czuję do ciebie jest silniejsze i wszystko przezwycięży. Nie ma takiej siły co by zniszczyła to co do siebie czujemy.
- Jest Robert.
- Ale on nie żyje. Nie mów mi że wierzysz w to co mówi ochroniarz. Widzi dziennie tyle ludzi że mogło mu się coś pomylić.
- I ty w to też nie wierzysz ?
- Przemyślałam i w to nie wierzę.
- Zapomnijmy po prostu o tym. Na serio chcesz iść do Elizy ?! - zadziwił się chłopak
- Nie wiem czy chcę czy nie chcę, ale może to nie jest zły pomysł.
- Też mi się podoba. 
Nadszedł dzień urodzin Elizy. Byliśmy trochę spóźnieni. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzył Tom widać był bardzo zdziwiony. Po chwili pojawiła się Eliza
- Jednak jesteście. Tak się cieszę. - powiedziała i rzuciła mi się w ramiona
Nie wiedziałam jak na to zareagować w tej chwili poczułam jak bardzo mi jej brakowało. Naszej przyjaźni zaczęłam się zastanawiać czy ten cały koniec przyjaźni był dobrym pomysłem. Dla Elizy kupiliśmy złotą bransoletkę. Weszliśmy do pokoju gdzie czekali już wszyscy. Byli w takim samym szoku jak Tom. Na pewno myśleli że już nie przyjdziemy. Kilkanaście minut później było tak jak dawniej. Rozmawialiśmy o wszystkim. Liz i James bawili się z Amelką.
- No więc Sykes jedziemy w trasę. - powiedział Jay
- W jaką trasę ? - zapytał Nathan
- Dzwonił dziś do mnie menadżer i w poniedziałek ruszamy na Amerykę.
- No nie wiem.
- Jak to nie wiesz ?! - zapytał Siva
- No mam rodzinę i nie wiem czy będę miał czas. Nie zostawię Leny samej sobie.
- Lena chyba dasz sobie radę przez tydzień. - powiedział Siva
Pokiwałam potakująco głową.
- Chwila Lena może powiedzieć, ale w rzeczywistości może być inaczej, przecież ma zdjęcia, pokazy.
- Wiemy, ale przecież wszystko można ustalić przecież. 
- Nathan uspokój się. - powiedziałam a po chwili dodałam - Jennifer zajmie się dzieciakami kiedy będę zajęta 
- Ale są też dziewczyny pomogą ci ogarnąć to. - powiedział Tom 
- Może warto spróbować żeby było tak jak dawniej. Chociaż spróbujmy. - powiedziała Eliza 
Uśmiechnęłam się i pokiwałam potakująco głową. Może zbyt szybko oceniłam dziewczyny, może to dobry pomysł zacząć wszystko od nowa. 
Tom wyszedł z pokoju i dość długo nie wracał. Okazało się że wyszedł po tort. Wszyscy zaśpiewali Elizie STO LAT. Wieczór mijał i bawiliśmy się coraz to lepiej. Chłopacy zaczęli śpiewać swoje piosenki i było tak jak dawniej. Wszystko byłoby super gdyby nie Max. No właśnie wyszłam na chwilę do łazienki znajdowała się ona na górze, a reszta w tym czasie była na dole. Gdy wyszłam ktoś złapał mnie z tyłu za rękę i wciągnął do pokoju obok. Myślałam Nathan wpadł na jakiś głupi pomysł, ale gdy się odwróciłam okazało się że był to Max. 
- Czego ode mnie chcesz ? - zapytałam 
- Dawno się nie widzieliśmy. - powiedział 
- To chciałeś mi powiedzieć?
- Nie. Po prostu...
- Po prostu co ? Kiedy w końcu dasz mi spokój ? Ciekawi mnie co na to Julia ? 
- Jesteś szczęśliwa z Nathanem ? 
- Co to wgl za pytanie ? Oczywiście że jestem. 
- Cieszę się. 
- A ty z Julią? 
- Wiesz jak jest. Julia nigdy nie będzie tobą. 







**********************************************************************************
Miałam nie dodać dziś rozdziału. Jednak jakoś mi się udało. Mam nadzieję że podoba wam się rozdział. Urwałam rozmowę Leny i Maxa, bo chcę żebyście trochę pomyśleli co będzie dalej. Może macie jakieś pomysły co planuję ? Pamiętajcie jestem nieprzewidywalna :) Hehs czekam może się ktoś domyśli. Kolejny pojawi się niedługo. Szybciej niż ten, bo postaram się napisać go podczas przerwy świątecznej. Nadrobię wasze opowiadania. Większość już przeczytałam jednak nie dodałam komentarzy. Brak czasu :(
Do następnego...
Całusy :* :* :*
Zostawcie coś po sobie. :)

czwartek, 14 listopada 2013

19.Kto inny...

 "Prawda jest jak tlen,
 otrzymasz zbyt wiele i się rozchorujesz."

I wszystko się wyjaśniło osobą która to zostawiła był ochroniarz. Spojrzałam  na niego pytająco.
- Czyli to jednak ty. - powiedziałam
- Ja to tylko zostawiłem.
- Więc kto ci to dał ?
- Jakiś mężczyzna nie pamiętam już. Prosił bardzo i mówił że się znacie.
- Jak mogłeś być tak nieodpowiedzialny każdy mógł powiedzieć że mnie zna.
- Ale on miał zdjęcia.
- Jakie zdjęcia ?
- Miał kilka zdjęć pokazał mi i rzeczywiście byłaś na nich.
- Od dzisiaj już tu nie pracujesz. - powiedziała Kristin
- Chwilę dajmy mu drugą szansę może faktycznie to ktoś z moich znajomych.
- No dobrze, ale jeszcze jedna sytuacja i zostaniesz zwolniony. - powiedziała Kristin i wyszła
- Dzięki uratowałaś mi tyłek. - powiedział Mike
- Rozpoznałbyś tego  mężczyznę ?
- Wydaje mi się że tak.
- Poczekaj chwilę tutaj mam w garderobie album ze zdjęciami zaraz wrócę.
Wyszłam i poszłam w kierunku garderoby. Wróciłam ze zdjęciami. Położyłam na stole zdjęcie Richa, Steva, Bartka i Willa. Mike przyglądał im się chwilę.
- Nie to żaden z nich.
W rękach miałam jeszcze jedno zdjęcie Roberta, ale moim zdaniem to było niemożliwe dlatego za pierwszym razem nie położyłam go.
- Mam jeszcze jedno zdjęcie. - powiedziałam podając mu je
- Jestem pewien że to on. - powiedział Mike bez wahania
- Ale jesteś pewny ? - zapytałam
Pokiwał potakująco głową. Poczułam jak po moim ciele przeszły ciarki. To nie mogło być możliwe. 
Mike odwrócił się i podał mi zdjęcie.
- Coś się stało ? Kto to jest ? - zapytał
Wpatrywałam się w zdjęcie i czułam jakbym miała za chwilę wybuchnąć płaczem.
- Odpowiesz ?
- On zginął w wypadku kilka lat temu. Był moim narzeczonym.
Wydawało się jakby chłopak nie zrozumiał tego co powiedziałam. Otworzył szeroko oczy.
- Teraz zacząłem się wahać, ale to był na pewno on.
Wróciłam dość późno do mieszkania. Wszędzie było zgaszone światło, więc na pewno wszyscy już spali. Zajrzałam do pokoju Jamesa, a później Liz. Wzięłam prysznic i weszłam do sypialni. Nathan spał. Położyłam się obok i zgasiłam lampkę. Chłopak obrócił się w moją stronę. 
- Dopiero teraz wróciłaś. Co tak długo ? - zapytał ziewając 
- Wszystko się przedłużyło.
- No, więc opowiadaj o nagraniach. 
- Nie ma o czym mówić. To ochroniarz. 
- Jak to ochroniarz?
- No ktoś mu to przekazał dla mnie. 
- To on tak może od nieznanych osób. Powinien za to wylecieć z pracy.
- Bo ten ktoś pokazał mu zdjęcia na którym byliśmy oboje. 
- Przecież to mógł być fotomontaż. Nie mógł się tego domyślić przecież na to mógł wpaść każdy. 
- Dlatego pokazałam mu zdjęcia. No wiesz Steva, Richa itp.
- I ? - chłopak czekał na odpowiedź 
- No i nie wskazał żadnego, ale w ręku trzymałam jeszcze jedno zdjęcie. 
- Kogo ? Willa ? To on? - zadawał pytania Nathan a po chwili dodał -Tylko nie mów mi że Roberta.
- Ja musiałam pokazać jeszcze jego zdjęcie. Gdy byłam na wybiegu zdawało mi się że przy wyjściu stoi Robert. 
Nathan podniósł się i zapalił lampkę. 
- Na prawdę tak ci ciężko zrozumieć że on umarł. 
- Zrozum mnie że musiałam to zrobić. 
- I co na to ochroniarz?
- Powiedział że to on. Że to był Robert. 
Nathan parsknął śmiechem. 
- To nie jest racjonalne. Wierzysz w to ? 
- Ja... - zaczęłam a po chwili dodałam - ja nie wiem 
- Nie chcę się kłócić, ale minęły trzy lata od śmierci Roberta. Nie sądzisz że nie nadszedł czas żeby w końcu o nim zapomnieć?!
- Próbuję. 
- Próbujesz? Nie kpij sobie ze mnie. Gdybyś próbowała nie pokazywałabyś jego zdjęcia temu ochroniarzowi. 
- Ale on był pewny że to był on. 
- I co jeśli on żyje co zrobisz ? Rozstaniemy się? Rozpadnie się nasza rodzina ? Co będzie z tym wszystkim? 
- Wiesz że cię kocham. Nie zamierzam tego wszystkiego rujnować. Poza tym to niemożliwe żeby on żył. 
- Lena, ale ty cały czas w to wierzysz że on żyje teraz tylko zaprzeczasz. Najgorsze jest to że cały czas obiecujesz mi że to się zmieni. Zrozum że ja już nie umiem udawać że to nie jest między nami. Czuję się jakbyś była ty, ja i Robert. 
- Nie będę już zajmowała się ta sprawą. On już umarł. Mike przecież mógł się pomylić widzi dziennie tyle ludzi że może pomyliło mu się. 
- Słuchaj idźmy już spać. Jest już późno jutro kolejny ciężki dzień. Prześpię się w salonie. - powiedział i wyszedł 
Wzięłam głęboki oddech. Znowu pokłóciliśmy się o to samo. To już mnie przerasta. Nie myślałam o śnie. W mojej głowie było zbyt dużo myśli. Jedynym sposobem na to wszystko jest wyjazd. Przydadzą się jakieś wakacje i odpoczynek. Tak dawno wyjeżdżaliśmy razem. 
Gdy wstałam zauważyłam że dzieci dalej śpią,więc zeszłam na dół żeby powiedzieć mu o swoim pomyśle. W salonie nikogo nie było. Tak samo w łazience i kuchni. Nathan wyszedł i nawet nie zostawił żadnej wiadomości. Nie mówił nic o tym że ma nagrania. Oboje mieliśmy spędzić cały ranek w domu. 
****************************
Nathan
****************************
Pojechałem do studia Leny żeby dowiedzieć się od Mike czy to prawda z tym zdjęciem. Wszedłem do środka. Zauważyłem go od razu, bo wszedł po mnie. 
- Możemy pogadać ? - zapytałem 
Pokiwał potakująco głową. Poszedłem za nim do jego szatni. 
- Chodzi mi o jedno czy widziałeś na pewno jego ? - powiedziałem rzucając zdjęcie Roberta na stół przed nim 
- Mówiłem wczoraj Lenie że tak. 
- Posłuchaj mnie mieszasz jej tylko w głowie. To nie możliwe żebyś go widział, bo on 
- Tak wiem nie żyje, ale ja go widziałem nie jeden raz. Tylko nie chciałem o tym mówić Lenie. 
- Jak to ? To nienormalne. 
- Ten Robert chyba nie ma brata bliźniaka, więc kto to mógł być inny. 
- Ktoś do niego podobny przecież są ludzie do siebie podobni. 
- Wiem nawet gdzie mieszka. Czekaj mam gdzieś kartkę z numerem jego mieszkania. 
Po chwili miałem w ręku kartkę od Mika pisał na nim wyraźnie adres Roberta. Otworzyłem szeroko oczy. 
- I co mieszka tam ten chłopak ? - zapytał Mike 
- Nie wierze w to, ale to jego adres. 
- A może ktoś próbuje wam to wmówić. 
- Jak to wmówić ? 
- No może po prostu podszywa się pod niego i kupił tam mieszkanie robiąc wszystko żebyście myśleli tak. P prostu chce wam zaszkodzić. 
Do głowy przyszła mi tylko jedna osoba Will. Był podobny do Roberta przez co rzeczywiście to mógł być on. Od początku wydawał mi się podejrzany. Na pewno chciał nas skłócić. Zemścić się w jakiś sposób na nas,a  to z tym że odszedł od rodziców to ściema na pewno jest z nimi w zmowie. Po krótkiej chwili przemyśleń zauważyłem że być może za bardzo koloryzuję całą tą historię. Ale coś musi być na rzeczy. To niemożliwe żeby był to Robert,ale kto inny.





**********************************************************************************
No właśnie kto inny ?
Tak wiem późno dodaje rozdziały. Dzisiaj znalazłam jedynie na to czas, ponieważ nie byłam w szkole bo bardzo źle się czuję. Nie wiem sama co mi jest. 
Mam nadzieję że rozdział Wam się podoba i że jest ciekawy, bo staram się jak najmocniej żebyście się nie nudzili czytając. 
Czekam na Wasze opinie. 
Nadrobię w następnym tygodniu lub jeszcze w tym wasze opowiadania. 
Całusy :****