Robert był zdziwiony kiedy Gabby dała mu kopertę wsiadając do samochodu. Chłopak przyjechał z nią jednak siedział w samochodzie. Otworzył lis i zabronił Gabby włączania silnika.
Wszystko wydawało się nam kiedyś proste byliśmy mali, można powiedzieć że mieliśmy wszystko. Każdy chciał tylko dorosnąć i mieć w końcu własne życie. Jednak teraz chciałabym cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa. Nie mogę powiedzieć że wymazałabym cię ze swojego życia przecież to ja zarządzałam każdą swoją sekundą. Dziwnie pisze się list wiedząc że nie możesz spotkać się z daną osobą i pożegnać na zawsze. Dotknąć jej ostatni raz, usłyszeć jej słowa widzieć go swoimi oczami ostatni raz. Nie wszystko poszło po naszej myśli winić można wiele osób, ale po co skoro wiadomo że się nie zmienią. Nie wiem czy wiesz o spotkaniu twojej mamy ze mną. No tak warunek o spotkaniach z tobą i o tym że to wszystko moja wina. Rozumiem nie tylko ty zawiniłeś, bo gdy okazało się że nie jesteśmy spokrewnieni odpychałam ciebie, ale co miałam zrobić skoro kocham Nathana nad życie. Spędziliśmy ze sobą trochę czasu co okazało się małym błędem, bo nasza miłość przerodziła się w strach i obsesję zniszczenia drugiej osoby. Ale każdy ma w życiu drugą szansę. Dlatego piszę że wybaczam ci, bo nigdy nie zniknąłeś z mojego serca, ale też dlatego że już nigdy nie będzie okazji do tego. Twoja rodzina nigdy mnie nie zaakceptowała nie próbując mnie nawet poznać, a próbując od razu zniszczyć, ale teraz akceptacja nie jest potrzebna. Ja mam Nathana a twoja rodzina ma ciebie bo wątpię że jest na odwrót. Wciąż wierzę w to że i ty kiedyś uwolnisz się i w końcu sam poznasz osobę z którą nikt cię nie rozdzieli.
Na zawsze Lena
Chłopak otarł łzę. Wiedział że Lena ma rację o jego rodzinie. Otworzył drzwi samochodu i pobiegł do drzwi Leny. Dotknęły go słowa :"Dotknąć jej ostatni raz, usłyszeć jej słowa widzieć go swoimi oczami ostatni raz." Drzwi były otwarte bo Lena nie zamknęła ich ponieważ, była oszołomiona po wiadomości o nagraniu i od razu chciała je zobaczyć. Chłopak wszedł do środka. Usłyszał kroki dobiegające z góry.
To nie był Nathan. Zobaczyłam Roberta. Zadawałam sobie pytania jak on mógł tak szybko zjawić się tutaj, wogle nie zdawałam sobie sprawy że przyjdzie. Podeszłam powoli do niego.
Chciałam mu tyle powiedzieć jednak milczałam za dużo myśli gromadziło się w mojej głowie. Nasuwały mi się pytania jednak ta wielka plątanina wciąż krążyła po mojej głowie nie wiedząc co z siebie wydobyć. Jednak Robert się odezwał:
-Ostatni dotyk-powiedział łapiąc mnie za rękę zdążyłam się zorientować że przeczytał list
-Ostatnie słowo jakie masz zapamiętać: Kocham cię-wyszeptał mi do ucha
-I ostatnie spojrzenie-powiedział patrząc się prosto w moje oczy
Chłopak zbliżał się w kierunku drzwi.
-Mam nadzieję że się jeszcze kiedyś zobaczymy-powiedziałam
Pokiwał głową potakująco i wyszedł. Usiadłam spojrzałam na zegarek od kilku godzin nie było Nathana i do tego nie odbierał. Żaden z chłopaków nie wiedział gdzie jest. Zbliżał się wieczór zaczynałam się martwić. Do tego jeszcze nie wiedziałam gdzie mam go szukać. W końcu wyszłam. Od razu poszłam do parku było ciemno w końcu było po 23:00. Na żadnej z ławek nie mogłam go zauważyć chciałam już wracać kiedy spojrzałam w stronę wielkiego dębu. Podeszłam bliżej siedział na trawie pod drzewem. Odwrócił się chyba słyszał jak podchodzę bliżej. Usiadłam obok niego.
-Tęskniłem-powiedział z uśmiechem kładąc się na mnie
Poleciałam do tyłu tak że leżałam na trawie.
-Ej no to ja się martwiłam a ty..-powiedziałam
-Wiedziałem że przyjdziesz-powiedział całując mnie u usta
Wróciliśmy do mieszkania.
-Wiesz głodny jestem -powiedział siadając w kuchni
-O nie nawet o tym nie myśl to ja się popatrzę jak ty gotujesz -powiedziałam siadając na przeciwko niego
-Wiesz nie wiem czy mogę ci zdradzić tajną recepturę na kanapki-powiedział śmiejąc się i otwierając lodówkę
-To ja poczekam na górze jestem trochę zmęczona-powiedziałam
Przebrałam się i założyłam piżamę. Położyłam się na łóżku. No tak 02:00 w nocy.
Nathan wszedł do sypialni jednak Lena już spała. Podszedł do niej i usiadł na krawędzi łóżka. Dotknął do jej policzka
-Jak ja cię kocham-powiedział uśmiechając się i kładąc się obok niej
***********************************************************************************
Mam nadzieję że podoba wam się rozdział. Dzięki za komentarze. Postanowiłam zadedykować ten rozdział :
-Madeleine- nowa obserwatorka mam nadzieję że zostaniesz na dłużej
-Claudii Xyz
-Jaycee
-Jessice Jess
-Patrycji
-Anonimowi czyli Magdzie
-Sylwii
No i oczywiście innym tym co czytają chodź nie komentują ale i tak ich kocham. :)
OMG widziałyście http://www.youtube.com/watch?v=2s6KI1HWL1s jeju jakie to boskie. Końcówka po prostu powala. :) KOCHAM
Niedługo kolejny rozdział :)
wtorek, 22 stycznia 2013
niedziela, 20 stycznia 2013
36.Akurat ty musiałaś poznać...
Nathan otworzył oczy leżałam obok niego przyglądając się jemu. Od razu się uśmiechnął odwzajemniłam lekko uśmiech, ale po chwili zniknął z mojej twarzy.
-Jak tam było ?-zapytałam
-Super. Nie upiliśmy się tak jak wy.-powiedział pokazując język
-Czemu jesteś smutna?-zapytał
-Widziałam się wczoraj z mamą Roberta.-powiedziałam wstając z łóżka
-Po co?
-Postawiła mi warunek zapłaci za operację jeśli zniknę z jego życia -powiedziałam
-To chyba dobrze że zapłaci będzie żył -powiedział
Pokiwałam potakująco głową.
-A co to źle?-zapytał
Milczałam i poszłam się ubrać. Założyłam to. Zastanawiałam się nad tym co ja już robię. Sama nie wiem czego chcę. Nathan ma rację tego chciałam żeby żył, więc dlaczego przytłaczała mnie myśl że już nigdy się z nim nie spotkam. Może to przez chorobę to nas łączyło czułam że nie jestem sama. W uszach zaczęły dźwięczeć mi słowa matki Roberta: "Zniszczę cię". Nie pozwoliła mi powiedzieć mi mu o tym wszystkim. Dzwonił tylko nieustannie. Zeszłam na dół do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki. Nathan siedział i pił kawę. Denerwowała mnie cisza. Nienawidziłam jej. W końcu musiałam ją przerwać:
-Przepraszam cie ale mnie to na prawdę męczy-powiedziałam
-Rozumiem, ale niedawno chciałaś tylko tego żeby żył a teraz co chcesz być dla niego przyjaciółką?-zapytał
-Nie ja po prostu... sama nie wiem-zabrakło mi słów kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć.
Chłopak wstał i mnie przytulił.
-Wiesz wydaje mi się że musimy jechać na zakupy-powiedział zaglądając do lodówki
-Pojedziesz sam?-zapytałam
-Źle się czujesz?-zapytał podchodząc i kucając przede mną
-Trochę głowa mnie boli.-powiedziałam
-Dobrze-powiedział całując mnie w czoło.
Położyłam się na kanapie w salonie. Przewracałam się z boku na bok. Włączyłam telewizor. Po chwili go wyłączyłam. Włączyłam radio. Kilkanaście minut później siedziałam z kartką i długopisem w ręku. Nie mogłam siedzieć bezczynnie musiałam coś zrobić.
-Co robisz?-zapytał Nathan stojąc w progu z zakupami
Po odłożeniu ich wszedł do salonu.
-Piszę list.-powiedziałam
-List? Do kogo niby?-zapytał zdziwiony
-Do Roberta.-powiedziałam
Widziałam że chłopaka to zdenerwowało a może zabolało. Ale ja na prawdę musiałam to zrobić.
-No co ?-zapytałam
-Nic.-powiedział ze zdziwioną minią że jeszcze pytam
-I co zamierzasz go mu zanieść?-zapytał
-Nie wiem jeszcze-powiedziałam nie przestając pisać -proszę cię nie złość się
-Wiesz co zaczynam się zastanawiać czy ty przestałaś go kiedykolwiek kochać-powiedział
No tak to mnie zabolało i poczułam to samo co on.
-Wątpisz że cię kocham ?-zapytałam
-Wiem że mnie kochasz, ale teraz jak widzę ktoś stoi pomiędzy nami.-powiedział
-Nathan proszę cię zrozum mnie to tylko jeden list.-powiedziałam
Chłopak wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z kwiatami.
-Proszę jeszcze zanieś lub wyślij mu te kwiaty-powiedział rzucając je na stół
-Nath. Gdzie idziesz?-zapytałam gdy zauważył że chłopak otwiera drzwi i zakłada full cap
Nie odpowiedział tylko trzasnął drzwiami. Wzięłam telefon i połączyłam się z Gabby.
-Właśnie miałam do ciebie dzwonić-powiedziała
-Możemy się spotkać?-zapytałam- bądź u mnie za pół godziny
-Dobrze.-powiedziała
Skończyłam pisać list i w tym samym momencie przyszła Gabby. Była trochę blada.
-Dobrze się czujesz?-zapytałam kiedy siadała na kanapie
-Tak to znaczy nie za bardzo mama zabiera Roberta za granicę-powiedziała
-Jutro wyjeżdżamy
-Ty też?-zapytałam
-Tak nie zostawię Roberta samego.-powiedziała- wiesz ja jestem na chwilę mam ci tylko to dać wole żeby mama nie wiedziała o tym Robert i ja wiemy o tej całej umowie
Wyjęła z torebki płytkę. Wstała i zbliżała się do drzwi jednak zatrzymałam ją i dałam jej kopertę z listem.
-Przekaż to Robertowi.-powiedziałam
Szybko włączyłam laptop i włożyłam płytkę. Usiadałam na łóżku w sypialni. I zaczęłam oglądać. Na ekranie pojawił się Robert był w szpitalu ktoś go nagrywał najwidoczniej Gabby
" Wiem że za kilka dni ty i Nathan będziecie małżeństwem nawet nie wiesz jak się cieszę. Ostatnie dni były trudne nie tylko dla mnie ale także dla ciebie i niego. Właśnie dowiedziałem się o warunku wciąż nie mogę w to uwierzyć że moja matka była do tego zdolna. Pewnie Gabby ci już powiedziała że wyjeżdżamy może to i lepiej. Wiesz nadal nie mogę uwierzyć że kochałem cię i tak krzywdziłem. W dniu gdy się poznaliśmy potrąciłem cię samochodem, później te porwanie niszczenie życia dla ciebie i twoich bliskich. Gdyby nie ja ty i Nathan bylibyście już dawno szczęśliwi nie dziwię się że twoi przyjaciele mnie winią w końcu to prawda. Tyle wyrządziłem ci złego a dostałem zaproszenie. Nie zasługuje na nie i na to żeby być w jakikolwiek sposób obok ciebie. Nie dość tego jesteś jeszcze chora i to przeze mnie. Zaczynam się zastanawiać czy zasługuję na przeszczep i na to by dalej żyć będąc kiedyś takim człowiekiem którego akurat ty musiałaś poznać."
Film się skończył. Wciąż słyszałam słowa :Zaczynam się zastanawiać czy zasługuję na przeszczep i na to by dalej żyć będąc kiedyś takim człowiekiem którego akurat ty musiałaś poznać. Łza spłynęła mi po policzku. Usłyszałam stuknięcie drzwi zbiegłam myśląc że to Nathan chciałam go przeprosić i wtulić się w jego ramiona. Jednak się myliłam....
**********************************************************************************
Kolejny rozdział :) Mam nadzieję że po przeczytaniu zostawicie komentarz. Lubię czytać to co myślicie na temat opowiadania. :) Niedługo next. Mam nadzieję że się podobał ?
-Jak tam było ?-zapytałam
-Super. Nie upiliśmy się tak jak wy.-powiedział pokazując język
-Czemu jesteś smutna?-zapytał
-Widziałam się wczoraj z mamą Roberta.-powiedziałam wstając z łóżka
-Po co?
-Postawiła mi warunek zapłaci za operację jeśli zniknę z jego życia -powiedziałam
-To chyba dobrze że zapłaci będzie żył -powiedział
Pokiwałam potakująco głową.
-A co to źle?-zapytał
Milczałam i poszłam się ubrać. Założyłam to. Zastanawiałam się nad tym co ja już robię. Sama nie wiem czego chcę. Nathan ma rację tego chciałam żeby żył, więc dlaczego przytłaczała mnie myśl że już nigdy się z nim nie spotkam. Może to przez chorobę to nas łączyło czułam że nie jestem sama. W uszach zaczęły dźwięczeć mi słowa matki Roberta: "Zniszczę cię". Nie pozwoliła mi powiedzieć mi mu o tym wszystkim. Dzwonił tylko nieustannie. Zeszłam na dół do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki. Nathan siedział i pił kawę. Denerwowała mnie cisza. Nienawidziłam jej. W końcu musiałam ją przerwać:
-Przepraszam cie ale mnie to na prawdę męczy-powiedziałam
-Rozumiem, ale niedawno chciałaś tylko tego żeby żył a teraz co chcesz być dla niego przyjaciółką?-zapytał
-Nie ja po prostu... sama nie wiem-zabrakło mi słów kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć.
Chłopak wstał i mnie przytulił.
-Wiesz wydaje mi się że musimy jechać na zakupy-powiedział zaglądając do lodówki
-Pojedziesz sam?-zapytałam
-Źle się czujesz?-zapytał podchodząc i kucając przede mną
-Trochę głowa mnie boli.-powiedziałam
-Dobrze-powiedział całując mnie w czoło.
Położyłam się na kanapie w salonie. Przewracałam się z boku na bok. Włączyłam telewizor. Po chwili go wyłączyłam. Włączyłam radio. Kilkanaście minut później siedziałam z kartką i długopisem w ręku. Nie mogłam siedzieć bezczynnie musiałam coś zrobić.
-Co robisz?-zapytał Nathan stojąc w progu z zakupami
Po odłożeniu ich wszedł do salonu.
-Piszę list.-powiedziałam
-List? Do kogo niby?-zapytał zdziwiony
-Do Roberta.-powiedziałam
Widziałam że chłopaka to zdenerwowało a może zabolało. Ale ja na prawdę musiałam to zrobić.
-No co ?-zapytałam
-Nic.-powiedział ze zdziwioną minią że jeszcze pytam
-I co zamierzasz go mu zanieść?-zapytał
-Nie wiem jeszcze-powiedziałam nie przestając pisać -proszę cię nie złość się
-Wiesz co zaczynam się zastanawiać czy ty przestałaś go kiedykolwiek kochać-powiedział
No tak to mnie zabolało i poczułam to samo co on.-Wątpisz że cię kocham ?-zapytałam
-Wiem że mnie kochasz, ale teraz jak widzę ktoś stoi pomiędzy nami.-powiedział
-Nathan proszę cię zrozum mnie to tylko jeden list.-powiedziałam
Chłopak wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z kwiatami.
-Proszę jeszcze zanieś lub wyślij mu te kwiaty-powiedział rzucając je na stół
-Nath. Gdzie idziesz?-zapytałam gdy zauważył że chłopak otwiera drzwi i zakłada full cap
Nie odpowiedział tylko trzasnął drzwiami. Wzięłam telefon i połączyłam się z Gabby.
-Właśnie miałam do ciebie dzwonić-powiedziała
-Możemy się spotkać?-zapytałam- bądź u mnie za pół godziny
-Dobrze.-powiedziała
Skończyłam pisać list i w tym samym momencie przyszła Gabby. Była trochę blada.
-Dobrze się czujesz?-zapytałam kiedy siadała na kanapie
-Tak to znaczy nie za bardzo mama zabiera Roberta za granicę-powiedziała
-Jutro wyjeżdżamy
-Ty też?-zapytałam
-Tak nie zostawię Roberta samego.-powiedziała- wiesz ja jestem na chwilę mam ci tylko to dać wole żeby mama nie wiedziała o tym Robert i ja wiemy o tej całej umowie
Wyjęła z torebki płytkę. Wstała i zbliżała się do drzwi jednak zatrzymałam ją i dałam jej kopertę z listem.
-Przekaż to Robertowi.-powiedziałam
Szybko włączyłam laptop i włożyłam płytkę. Usiadałam na łóżku w sypialni. I zaczęłam oglądać. Na ekranie pojawił się Robert był w szpitalu ktoś go nagrywał najwidoczniej Gabby
" Wiem że za kilka dni ty i Nathan będziecie małżeństwem nawet nie wiesz jak się cieszę. Ostatnie dni były trudne nie tylko dla mnie ale także dla ciebie i niego. Właśnie dowiedziałem się o warunku wciąż nie mogę w to uwierzyć że moja matka była do tego zdolna. Pewnie Gabby ci już powiedziała że wyjeżdżamy może to i lepiej. Wiesz nadal nie mogę uwierzyć że kochałem cię i tak krzywdziłem. W dniu gdy się poznaliśmy potrąciłem cię samochodem, później te porwanie niszczenie życia dla ciebie i twoich bliskich. Gdyby nie ja ty i Nathan bylibyście już dawno szczęśliwi nie dziwię się że twoi przyjaciele mnie winią w końcu to prawda. Tyle wyrządziłem ci złego a dostałem zaproszenie. Nie zasługuje na nie i na to żeby być w jakikolwiek sposób obok ciebie. Nie dość tego jesteś jeszcze chora i to przeze mnie. Zaczynam się zastanawiać czy zasługuję na przeszczep i na to by dalej żyć będąc kiedyś takim człowiekiem którego akurat ty musiałaś poznać."
Film się skończył. Wciąż słyszałam słowa :Zaczynam się zastanawiać czy zasługuję na przeszczep i na to by dalej żyć będąc kiedyś takim człowiekiem którego akurat ty musiałaś poznać. Łza spłynęła mi po policzku. Usłyszałam stuknięcie drzwi zbiegłam myśląc że to Nathan chciałam go przeprosić i wtulić się w jego ramiona. Jednak się myliłam....
**********************************************************************************
Kolejny rozdział :) Mam nadzieję że po przeczytaniu zostawicie komentarz. Lubię czytać to co myślicie na temat opowiadania. :) Niedługo next. Mam nadzieję że się podobał ?
środa, 16 stycznia 2013
35.Warunek...
Było kilka minut po 20. Siedziałam oglądając telewizję. Byłam sama bo chłopacy wybrali się na męski wieczór. Wolałam nie wiedzieć co oni tam będą robić po tym co zrobiłyśmy z dziewczynami. Usłyszałam pukanie do drzwi. Zerwałam się z myślą że to dziewczyny przyszły zabrać mnie z wielkiej domowej nudy. Jednak nie.
-Steve! Toby!-krzyknęłam gdy zobaczyłam ich w drzwiach
Toby rzucił mi się w ramiona po czym dał mi mały bukiet kwiatów. Tak słodko wyglądał gdy mi je dawał. Wstałam i zauważyłam że Steve też ma bukiet kwiatów. Dałam mu całusa w policzek i zaprosiłam ich do środka.
-Przyjechaliśmy wcześniej chyba nie jesteś zła-powiedział
-Nie no coś ty-powiedziałam -mamy wolny pokój możesz zanieść tam rzeczy
-Nie nie nie Bartek pozwolił nam u niego przenocować-powiedział
-Jestem głodna może pójdziemy na pizze?-zapytałam
-Świetny-powiedział
Toby na tą wiadomość zaczął skakać z radości i klaskać. Zamówiliśmy hawajską i coca cole.
-A jak tam twoi teściowie?-zapytałam
-Byliśmy u nich kilka razy z Tobym do końca życia będę ci wdzięczny za to co zrobiłaś-powiedział
-Przestań. -powiedziałam
-Byłaś u swojej mamy?-zapytał
Wtedy przypomniały mi się moje przemyślenia nad wybaczeniem jej.
-Byłam. Jutro wychodzi z więzienia zamierzam jej wybaczyć w końcu zaczynam nowe życie z Nathanem-powiedziałem
-A właśnie chłopcy nagrali świetny teledysk i piosenkę -powiedział Steve
-Też mi się podoba-powiedziałam
Usłyszałam że mój telefon dzwoni. Długo go szukałam bo moja torebka była pełna rzeczy które oczywiście były mi potrzebne.
-Lena?-usłyszałam głos w słuchawce
-Tak ale czy my się znamy?-zapytałam nieznajomej kobiety
-Nigdy się nie poznałyśmy ale dużo o tobie słyszałam jestem mamą Roberta-powiedziała
Jeszcze chwile dźwięczały mi te słowa w uszach. Tak na prawdę nigdy jej nie poznałam, ale zdążyłam zauważyć że nie jest dobrym człowiekiem. Ta cała historia z pokrewieństwem. Po co było to wszystko nawet mnie nie znała a już nienawidziła o dziwo z wzajemnością. Chwile milczenia przerwał jej głos w słuchawce
-Musimy się spotkać-powiedziała
-Po co? Myślę że wcale nie musimy-powiedziałam
-Akurat moim zdaniem jest jeden powód jestem teraz w kawiarni "Starbucks" czekam na ciebie-powiedziała rozłączając się
Nienawidziłam gdy ktoś to robił. Jednak z ciekawości chciałam dowiedzieć się co niby jest tak ważne do spotkania. Może kolejna historyjka typu on jest twoim bratem lub coś innego. Kawiarnia mieściła się 10 minut drogi od pizzeri. Choć nigdy nie widziałam jej na żywo znałam ją ze zdjęć które był u Roberta. Siedziała przy stoliku w rogu sali. Podeszłam do niej.
-Czego pani chce?-zapytałam siadając na przeciwko niej
-Gabby dzwoniła do mnie niedawno mówiła mi że pogodziliście się z Robertem no, ale powiedzmy że boli mnie że on cierpi bardziej od ciebie-powiedziała
-Słucham ?-krzyknęłam
-Nie unoś się.-powiedziała- byłam u Roberta i mówił o przeszczepie i o tym ile kosztuje wspomniał że ty nic o tym nie wiesz
-Zdziwię panią wiem o tym wszystkim-powiedziałam
-To jeszcze lepiej wiem że ciebie na pewno nie stać by go ratować a wiem ze swoich źródeł że chcesz to zrobić dlatego stawiam warunek-powiedziała
-Mogę zrobić więcej niż pani myśli uda mi się zebrać te pieniądze, a i coś jeszcze warunki to może pani stawiać dla innych ale nie dla mnie-powiedziałam wstałam miałam już odchodzić od stolika
-Na zebranie pieniędzy jest tylko tydzień-powiedziała
Tydzień? To bardzo bardzo bardzo mało na zebranie 172 tysięcy złotych. Chwilę wahałam się czy wyjść czy zostać. Zostałam za co byłam zła na siebie.
-Więc tak Robert przestaje dla ciebie istnieć po prostu jakby go nie było zbyt dużo cierpiał przez ciebie-mówiła a w środku mnie wprost gotowało się aby jej przerwać. Cierpiał przez mnie. Ciekawe on czy raczej ja. Ten strach przed tym że znów zrobi coś aby rozdzielić mnie i Nathana.
-Posłucha mnie pani. Nigdy nigdy nigdy pani syn nie cierpiał przeze mnie chyba raczej przez panią i te wszystkie kłamstwa wymyślone. No tak Robert mnie porwał, niszczył mnie i Nathana moja rodzinę ale to ja go krzywdziłam. -powiedziałam
-Więc co z tym warunkiem zostawisz go w spokoju a ja zapłacę za cały zabieg. Ale jeśli dowiem się o tym że widziałaś się z nim zniszczę cię zobaczysz zniszczę wszystko co masz-powiedziała
-Mam lepszy pomysł pójdźmy do Roberta zobaczymy co on na to powie że jego matka zapłaci za przeszczep pod jednym warunkiem-powiedziałam
-Wolisz warunek czy żeby on umarł?-zapytała
-Dobrze. Jak pani chce ale warunek to tylko że pani zapłaci i ja z nim się nie zobaczę, ale o żadnym zniszczeniu nie ma mowy-powiedziałam
-Powiedzmy że zgadzam się -powiedziała
-Więc do widzenia i mam nadzieję że nigdy się nie zobaczymy-powiedziałam odchodząc od stolika
Wyszłam na zewnątrz zauważyłam że miałam wielką ochotę zaczerpnięcia świeżego powietrza. Wzięłam głęboki wdech. Akurat w tym momencie na wyświetlaczu mojego telefonu musiał się pojawić numer Roberta.
***********************************************************************************
Mam nadzieję że podoba wam się nowy rozdział. :) Liczę na komentarze. Ten kto nie ma konta tez może je dodawać jako anonim. :) Może podpisać się swoim imieniem lub jakkolwiek chce. :) Niedługo next. :)
-Steve! Toby!-krzyknęłam gdy zobaczyłam ich w drzwiach
Toby rzucił mi się w ramiona po czym dał mi mały bukiet kwiatów. Tak słodko wyglądał gdy mi je dawał. Wstałam i zauważyłam że Steve też ma bukiet kwiatów. Dałam mu całusa w policzek i zaprosiłam ich do środka.
-Przyjechaliśmy wcześniej chyba nie jesteś zła-powiedział
-Nie no coś ty-powiedziałam -mamy wolny pokój możesz zanieść tam rzeczy
-Nie nie nie Bartek pozwolił nam u niego przenocować-powiedział
-Jestem głodna może pójdziemy na pizze?-zapytałam
-Świetny-powiedział
Toby na tą wiadomość zaczął skakać z radości i klaskać. Zamówiliśmy hawajską i coca cole.
-A jak tam twoi teściowie?-zapytałam
-Byliśmy u nich kilka razy z Tobym do końca życia będę ci wdzięczny za to co zrobiłaś-powiedział
-Przestań. -powiedziałam
-Byłaś u swojej mamy?-zapytał
Wtedy przypomniały mi się moje przemyślenia nad wybaczeniem jej.
-Byłam. Jutro wychodzi z więzienia zamierzam jej wybaczyć w końcu zaczynam nowe życie z Nathanem-powiedziałem
-A właśnie chłopcy nagrali świetny teledysk i piosenkę -powiedział Steve
-Też mi się podoba-powiedziałam
Usłyszałam że mój telefon dzwoni. Długo go szukałam bo moja torebka była pełna rzeczy które oczywiście były mi potrzebne.
-Lena?-usłyszałam głos w słuchawce
-Tak ale czy my się znamy?-zapytałam nieznajomej kobiety
-Nigdy się nie poznałyśmy ale dużo o tobie słyszałam jestem mamą Roberta-powiedziała
Jeszcze chwile dźwięczały mi te słowa w uszach. Tak na prawdę nigdy jej nie poznałam, ale zdążyłam zauważyć że nie jest dobrym człowiekiem. Ta cała historia z pokrewieństwem. Po co było to wszystko nawet mnie nie znała a już nienawidziła o dziwo z wzajemnością. Chwile milczenia przerwał jej głos w słuchawce
-Musimy się spotkać-powiedziała
-Po co? Myślę że wcale nie musimy-powiedziałam
-Akurat moim zdaniem jest jeden powód jestem teraz w kawiarni "Starbucks" czekam na ciebie-powiedziała rozłączając się
Nienawidziłam gdy ktoś to robił. Jednak z ciekawości chciałam dowiedzieć się co niby jest tak ważne do spotkania. Może kolejna historyjka typu on jest twoim bratem lub coś innego. Kawiarnia mieściła się 10 minut drogi od pizzeri. Choć nigdy nie widziałam jej na żywo znałam ją ze zdjęć które był u Roberta. Siedziała przy stoliku w rogu sali. Podeszłam do niej.
-Czego pani chce?-zapytałam siadając na przeciwko niej
-Gabby dzwoniła do mnie niedawno mówiła mi że pogodziliście się z Robertem no, ale powiedzmy że boli mnie że on cierpi bardziej od ciebie-powiedziała
-Słucham ?-krzyknęłam
-Nie unoś się.-powiedziała- byłam u Roberta i mówił o przeszczepie i o tym ile kosztuje wspomniał że ty nic o tym nie wiesz
-Zdziwię panią wiem o tym wszystkim-powiedziałam
-To jeszcze lepiej wiem że ciebie na pewno nie stać by go ratować a wiem ze swoich źródeł że chcesz to zrobić dlatego stawiam warunek-powiedziała
-Mogę zrobić więcej niż pani myśli uda mi się zebrać te pieniądze, a i coś jeszcze warunki to może pani stawiać dla innych ale nie dla mnie-powiedziałam wstałam miałam już odchodzić od stolika-Na zebranie pieniędzy jest tylko tydzień-powiedziała
Tydzień? To bardzo bardzo bardzo mało na zebranie 172 tysięcy złotych. Chwilę wahałam się czy wyjść czy zostać. Zostałam za co byłam zła na siebie.
-Więc tak Robert przestaje dla ciebie istnieć po prostu jakby go nie było zbyt dużo cierpiał przez ciebie-mówiła a w środku mnie wprost gotowało się aby jej przerwać. Cierpiał przez mnie. Ciekawe on czy raczej ja. Ten strach przed tym że znów zrobi coś aby rozdzielić mnie i Nathana.
-Posłucha mnie pani. Nigdy nigdy nigdy pani syn nie cierpiał przeze mnie chyba raczej przez panią i te wszystkie kłamstwa wymyślone. No tak Robert mnie porwał, niszczył mnie i Nathana moja rodzinę ale to ja go krzywdziłam. -powiedziałam
-Więc co z tym warunkiem zostawisz go w spokoju a ja zapłacę za cały zabieg. Ale jeśli dowiem się o tym że widziałaś się z nim zniszczę cię zobaczysz zniszczę wszystko co masz-powiedziała
-Mam lepszy pomysł pójdźmy do Roberta zobaczymy co on na to powie że jego matka zapłaci za przeszczep pod jednym warunkiem-powiedziałam
-Wolisz warunek czy żeby on umarł?-zapytała
-Dobrze. Jak pani chce ale warunek to tylko że pani zapłaci i ja z nim się nie zobaczę, ale o żadnym zniszczeniu nie ma mowy-powiedziałam
-Powiedzmy że zgadzam się -powiedziała
-Więc do widzenia i mam nadzieję że nigdy się nie zobaczymy-powiedziałam odchodząc od stolika
Wyszłam na zewnątrz zauważyłam że miałam wielką ochotę zaczerpnięcia świeżego powietrza. Wzięłam głęboki wdech. Akurat w tym momencie na wyświetlaczu mojego telefonu musiał się pojawić numer Roberta.
***********************************************************************************
Mam nadzieję że podoba wam się nowy rozdział. :) Liczę na komentarze. Ten kto nie ma konta tez może je dodawać jako anonim. :) Może podpisać się swoim imieniem lub jakkolwiek chce. :) Niedługo next. :)
niedziela, 13 stycznia 2013
34.W końcu pan młody też musi jakoś wyglądać...
Usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi zbiegłam na dół aby zobaczyć kto to. Cher, Eliza, Pegi, Jennifer i Julia. No tak zapomniałabym Julia i Max są parą okazało się że mają wiele wspólnego i postanowili zostać parą cieszyłam się z tego powodu jak to mówił : "W końcu znalazł szczęście". Okazało się że to nie było dziecko Maxa. Może i to dobrze przynajmniej ułożyło mu się i nie komplikuje się bardziej. Wiem jaka jest Inga i do czego byłaby zdolna.
Otworzyłam drzwi weszły do środka.
-Płakałaś?-zapytała Pegi
-Robert. On on umrze.-powiedziałam po czym spłynęła mi łza po policzku
-Czekaj co ty mówisz?-zapytała Eliza
Nathan zszedł na dół przywitał się z dziewczynami. Zaczął tłumaczyć im wszystko wiedząc że mi trudno o tym mówić.
-Skarbie idź połóż się na górę-powiedział obejmując mnie
-Nie zabieramy ją po suknię ślubną-powiedziała Jennifer
Nathan spojrzał na mnie
-Może to i dobry pomysł odprężysz się trochę, w końcu już za 4 dni nasz wielki dzień-powiedział uśmiechając się
Dałam mu całusa w policzek. Pomyślałam że to dobry pomysł jak to ujął Nathan " nasz wielki dzień" zbliżał się wielkimi krokami. Przebrałam się i byłam gotowa do wyjścia. Miałyśmy wychodzić gdy w drzwiach stanęli Max, Tom, Bartek, Jay i Siva.
-A wy co tutaj robicie?-zapytał Nathan
-No w końcu pan młody też musi jakoś wyglądać-powiedział Tom
Obeszłyśmy wiele sklepów w poszukiwaniu sukni w jednym z nich znalazłyśmy to czego szukałyśmy. Gdy ekspedientka ją przyniosła i włożyłam ją na siebie wiedziałam że to ta. Odetchnęłyśmy z ulga że w końcu znalazłyśmy tą idealną.
-Wiesz już kto będzie twoją druhną?-zapytała Pegi
Kiedy siedziałyśmy w kawiarni i zajadałyśmy się słodkościami i kawą.
-Podjęłam decyzję z Nathanem że będziecie wszystkie tak samo chłopacy-powiedziałam
Zaczęły się cieszyć jak dzieci.
-No to co teraz chyba czas żeby znaleźć coś dla was-powiedziałam wstając i wskazując głową wyjście
Dziewczyny podskoczyły z okrzykiem radości. Wszyscy co siedzieli dookoła tylko się zaśmiali. Kolejna godzina i kolejna partia sklepów była za nami. Sukienki były prześliczne od razu dziewczynom przypadły do gustu gdy zobaczyły je na jednej z wystaw sklepowych. Rozeszłyśmy się poszłam do szpitala do Roberta.
-Hej jak się czujesz?-zapytałam
-Dobrze.-odpowiedział -a co u ciebie?
-Świetnie kupiłam dziś z dziewczynami suknię ślubną.-powiedziałam
-Na pewno będziesz piękną panną młodą-powiedział łapiąc mnie za rękę
Zapadła chwila ciszy. Nie wiedziałam co mam mówić nie wiedziałam czy wie o tym że jego stan się pogarsza. Chyba zauważył moje zakłopotanie:
-Nie udawaj że nic się nie dzieje wiem że zostało mało czasu-powiedział
-Nie myśl tak znajdziemy sposób na to żebyś żył.-powiedziałam
-Muszę zapłacić za to co zrobiłem-powiedział
-Przestań.-powiedziałam
-A co nie zrobiłem nic? Nie udawaj że wszystko jest ok, bo nic nie jest nie dość że sam zniszczyłem sobie życie to jeszcze tobie zaraziłem ciebie wiesz jak się czuję i mam myśleć że nic złego nie zrobiłem...-powiedział ze złością
-Gabby była już u lekarza?-zapytałam
-Była ale nie rozmawiaj z nią-powiedział Robert
Spojrzałam na niego pytająco. Niby dlaczego mam z nią nie rozmawiać. Już miałam zapytać i zacząć dalszą rozmowę.
-Wiesz myślę że lepiej będzie jak później Nathan na pewno czeka na ciebie-powiedział Robert w tym samym momencie do sali weszła Gabby
-O cześć Gabby- powiedziałam
-Hej Lena jak dobrze że cię widzę-powiedziała
-Lena się spieszy -powiedział Robert
Czułam się jakbym tylko ja nie wiedziała o co chodzi. Dałam całusa w policzek dla Roberta i wyszłam.Jednak stanęłam za drzwiami. No tak to nie fair że podsłuchiwałam, ale wiedziałam że coś ukrywają
-Padło ci na mózg nie waż się jej mówić-powiedział chłopak
-Dlaczego niby? Jesteś dla mnie ważny musimy cię uratować-powiedziała Gabby
-Mówiłem ci i mówię jeszcze raz nie może się dowiedzieć-powiedział
-Robert.-krzyknęła dziewczyna
O czym oni mówią zadawałam sobie pytanie. Wpadłam na pomysł aby pójść do lekarza i dowiedzieć się wszystkiego. Poszłam prosto zbiegłam schodami na dół i zapukałam do gabinetu
-O pani Leno dobrze że panią widzę-powiedział kiedy weszłam do środka - mówiłem już dla Roberta i przed chwila dla Gabby o tym że jest szansa na przeżycie pani przyjaciela
Czyli to o to chodziło wtedy wszystko wydało się jasne.
-Czyli jest szansa to świetnie-powiedziałam
-Tak to świetna wiadomość. Można wykonać przeszczep wątroby wtedy jeśli nie będzie żadnych powikłań wszystko wróci do normy i wirusa nie będzie-powiedział
-Więc kiedy może się to odbyć?-zapytałam
-No właśnie tu jest problem zabieg kosztuje 172 tysięce złotych-powiedział
Oparłam się plecami ob krzesło. No tak to był wielki problem nie dziwiłam się że Robert nie chciał żebym się dowiedziała znał moją zawziętość. Bał się rezygnacji ze wszystkich moich marzeń dla niego. Pod szpitalem czekał na mnie Nathan:
-Co się stało?-zapytał widząc mnie całą bladą
-Jest szansa na to żeby Robert żył kosztuje 172 tysiące złotych-powiedziałam przytulając sie do niego mocno
-Wymyślimy coś -powiedział gładząc moje włosy
***********************************************************************************
Kolejny rozdział. :) Mam nadzieję że się podoba. Jeszcze tylko tydzień do ferii i będę miała więcej czasu na pisanie. Mam nadzieję że się cieszycie. :) Dedykuję rozdział dla wszystkich moich czytelników . :)
Otworzyłam drzwi weszły do środka.
-Płakałaś?-zapytała Pegi
-Robert. On on umrze.-powiedziałam po czym spłynęła mi łza po policzku
-Czekaj co ty mówisz?-zapytała Eliza
Nathan zszedł na dół przywitał się z dziewczynami. Zaczął tłumaczyć im wszystko wiedząc że mi trudno o tym mówić.-Skarbie idź połóż się na górę-powiedział obejmując mnie
-Nie zabieramy ją po suknię ślubną-powiedziała Jennifer
Nathan spojrzał na mnie
-Może to i dobry pomysł odprężysz się trochę, w końcu już za 4 dni nasz wielki dzień-powiedział uśmiechając się
Dałam mu całusa w policzek. Pomyślałam że to dobry pomysł jak to ujął Nathan " nasz wielki dzień" zbliżał się wielkimi krokami. Przebrałam się i byłam gotowa do wyjścia. Miałyśmy wychodzić gdy w drzwiach stanęli Max, Tom, Bartek, Jay i Siva.
-A wy co tutaj robicie?-zapytał Nathan
-No w końcu pan młody też musi jakoś wyglądać-powiedział Tom
Obeszłyśmy wiele sklepów w poszukiwaniu sukni w jednym z nich znalazłyśmy to czego szukałyśmy. Gdy ekspedientka ją przyniosła i włożyłam ją na siebie wiedziałam że to ta. Odetchnęłyśmy z ulga że w końcu znalazłyśmy tą idealną.
-Wiesz już kto będzie twoją druhną?-zapytała Pegi
Kiedy siedziałyśmy w kawiarni i zajadałyśmy się słodkościami i kawą.
-Podjęłam decyzję z Nathanem że będziecie wszystkie tak samo chłopacy-powiedziałam
Zaczęły się cieszyć jak dzieci.
-No to co teraz chyba czas żeby znaleźć coś dla was-powiedziałam wstając i wskazując głową wyjście
Dziewczyny podskoczyły z okrzykiem radości. Wszyscy co siedzieli dookoła tylko się zaśmiali. Kolejna godzina i kolejna partia sklepów była za nami. Sukienki były prześliczne od razu dziewczynom przypadły do gustu gdy zobaczyły je na jednej z wystaw sklepowych. Rozeszłyśmy się poszłam do szpitala do Roberta.
-Hej jak się czujesz?-zapytałam
-Dobrze.-odpowiedział -a co u ciebie?
-Świetnie kupiłam dziś z dziewczynami suknię ślubną.-powiedziałam
-Na pewno będziesz piękną panną młodą-powiedział łapiąc mnie za rękę
Zapadła chwila ciszy. Nie wiedziałam co mam mówić nie wiedziałam czy wie o tym że jego stan się pogarsza. Chyba zauważył moje zakłopotanie:
-Nie udawaj że nic się nie dzieje wiem że zostało mało czasu-powiedział
-Nie myśl tak znajdziemy sposób na to żebyś żył.-powiedziałam
-Muszę zapłacić za to co zrobiłem-powiedział
-Przestań.-powiedziałam
-A co nie zrobiłem nic? Nie udawaj że wszystko jest ok, bo nic nie jest nie dość że sam zniszczyłem sobie życie to jeszcze tobie zaraziłem ciebie wiesz jak się czuję i mam myśleć że nic złego nie zrobiłem...-powiedział ze złością
-Gabby była już u lekarza?-zapytałam
-Była ale nie rozmawiaj z nią-powiedział Robert
Spojrzałam na niego pytająco. Niby dlaczego mam z nią nie rozmawiać. Już miałam zapytać i zacząć dalszą rozmowę.
-Wiesz myślę że lepiej będzie jak później Nathan na pewno czeka na ciebie-powiedział Robert w tym samym momencie do sali weszła Gabby
-O cześć Gabby- powiedziałam
-Hej Lena jak dobrze że cię widzę-powiedziała
-Lena się spieszy -powiedział Robert
Czułam się jakbym tylko ja nie wiedziała o co chodzi. Dałam całusa w policzek dla Roberta i wyszłam.Jednak stanęłam za drzwiami. No tak to nie fair że podsłuchiwałam, ale wiedziałam że coś ukrywają
-Padło ci na mózg nie waż się jej mówić-powiedział chłopak
-Dlaczego niby? Jesteś dla mnie ważny musimy cię uratować-powiedziała Gabby
-Mówiłem ci i mówię jeszcze raz nie może się dowiedzieć-powiedział
-Robert.-krzyknęła dziewczyna
O czym oni mówią zadawałam sobie pytanie. Wpadłam na pomysł aby pójść do lekarza i dowiedzieć się wszystkiego. Poszłam prosto zbiegłam schodami na dół i zapukałam do gabinetu
-O pani Leno dobrze że panią widzę-powiedział kiedy weszłam do środka - mówiłem już dla Roberta i przed chwila dla Gabby o tym że jest szansa na przeżycie pani przyjaciela
Czyli to o to chodziło wtedy wszystko wydało się jasne.
-Czyli jest szansa to świetnie-powiedziałam
-Tak to świetna wiadomość. Można wykonać przeszczep wątroby wtedy jeśli nie będzie żadnych powikłań wszystko wróci do normy i wirusa nie będzie-powiedział
-Więc kiedy może się to odbyć?-zapytałam
-No właśnie tu jest problem zabieg kosztuje 172 tysięce złotych-powiedział
Oparłam się plecami ob krzesło. No tak to był wielki problem nie dziwiłam się że Robert nie chciał żebym się dowiedziała znał moją zawziętość. Bał się rezygnacji ze wszystkich moich marzeń dla niego. Pod szpitalem czekał na mnie Nathan:
-Co się stało?-zapytał widząc mnie całą bladą
-Jest szansa na to żeby Robert żył kosztuje 172 tysiące złotych-powiedziałam przytulając sie do niego mocno
-Wymyślimy coś -powiedział gładząc moje włosy
***********************************************************************************
Kolejny rozdział. :) Mam nadzieję że się podoba. Jeszcze tylko tydzień do ferii i będę miała więcej czasu na pisanie. Mam nadzieję że się cieszycie. :) Dedykuję rozdział dla wszystkich moich czytelników . :)
środa, 9 stycznia 2013
33.Błagam...
Tydzień minął szybko. Nawet bardzo. Chłopacy wykonali świetną robotę. Teledysk do "Chasing the sun" każdemu się spodobał. Szłam właśnie do więzienia do mamy aby wręczyć jej zaproszenie na ślub byłam ubrana w "to". Ochroniarz posadził mnie przy stoliku i kazał czekać. Kilka minut później do sali weszła moja mama. Chociaż tak naprawdę to nie wiedziałam kim jest dla mnie przecież jak się okazało byłam adoptowana ja i Bartek. Uśmiechnęła się gdy mnie zobaczyła. Jednak ja nie odwzajemniłam uśmiechu. Usiadła na przeciwko.
-Długo mnie nie odwiedzałaś-powiedziała
-Dziwisz się?-zapytałam
-Nie skarbie przepraszam za to co zrobiłam -powiedziała
-Skarbie? Przepraszasz?-mówiłam
-Ja wiem że źle postępowałam- powiedziała
-I co teraz mam wtulić się w twoje ramiona. Powiedzieć : Mamo na reszcie tyle na to czekałam. No właśnie jak mam się do ciebie zwracać?
-Nie znam twoich rodziców. Po kilku miesiącach od adopcji przestali się odzywać. Miałam wam powiedzieć. Nie znaleźlibyście ich.Wychowywałam was z tatą przez tyle lat kocham cię i Bartka najmocniej na świecie.-mówiła
-Kochasz? Przypomnij swoje słowa: " Nie pozwolę żeby ten bachor się urodził" tak powiedziałaś gdy dowiedziałaś się o tym że ja i Robert będziemy mieli dziecko. Dla twojej wiadomości poroniłam. Powinnaś się cieszyć. Nie znasz zielonego pojęcia o miłości gdybyś zabiła Roberta lub gdyby się nie wybudził ze śpiączki siedziałabyś tu do końca życia.-powiedziałam po czym spłynęła mi po policzku łza
-Ja się zmieniłam uwierz mi.-powiedziała dotykając się do mojej ręki
-Może i się zmieniłaś ale tego co zrobiłaś nie da się zmienić. -powiedziałam zabierając rękę
Sama nie wiedziałam co ja wogle robię w tej sali. Po chwili wyciągnęłam zaproszenie położyłam kopertę na stoliku i podsunęłam w stronę mamy.
-To zaproszenie na ślub mój i Nathana-powiedziałam wycierając łzę
- Dziękuję-powiedziała tylko to widać było że ucieszyło ją to jednak ja dalej siedziałam i nie wyrażałam żadnych uczuć
Brakowało mi rozmowy z mamą. Ale jak można wybaczyć skoro nie da się zapomnieć. Postanowiłam że będzie lepiej jeśli wrócę już do Nathana.
-To ja już pójdę -powiedziałam wstałam i wyszłam obejrzałam się do tyłu widziałam jak ochroniarz prowadzi mamę ona też się odwróciła uśmiechnęła się lekko odwzajemniłam uśmiech
Było po 20 a nikogo prawie nie było na ulicach miasta. Słyszałam tylko stukanie moich obcasów. Słońce zachodziło. Chciałam być już w domu i zapomnieć o problemach. Zastanawiałam się nad tym co z mamą może byłam dla niej za bardzo niemiła. Dręczyły mnie pytania czy może powinnam jej wybaczyć? zrobiła źle ale żałuje tego w końcu moja prawdziwa mama mnie zostawiła. Może zachowuje się nie fair wybaczyłam dla taty. Tak na prawdę chciałam przytulic się do niej, gdy dotknęła mojej dłoni poczułam ciepło, dobro którego od dawna nie odczuwałam od niej. Byłam zła na siebie że kilka minut temu byłam pewna że dobrze robię będąc oschła, a teraz nagle zbiera mi się na płacz i wnioski że źle postępuje. Każdy zasługuje na drugą szansę. Idąc tak i rozmyślając zbliżałam się do rogu ulicy. Wyszłam zza rogu i wpadł na mnie Robert.
-Lena jak dobrze że cię widzę.-powiedział Robert trzymając się za brzuch
-Co się stało?-zapytałam łapiąc go za rękę
-Błagam pomóż mi. Pomóż-mówił i osunął się na ziemię szybko ukucnęłam przy nim
-Robert proszę cię. Co ci jest otwórz oczy-mówiłam jak opętana dotykając twarzy chłopaka
Jednak on nie dawał znaku życia. Naszły mnie myśli najgorszego, ale starałam się nie wpadać w panikę. Wyjęłam szybko telefon ręce mi się trzęsły że ledwo wpisywałam numer. Kilka minut później Robert był pod opieką lekarzy z pogotowia. Siedziałam pod salą czekając na wieści od lekarza. Gdy lekko ochłonęłam zadzwoniłam do Nathana który przyjechał jak najszybciej mógł:
-I co z nim?-zapytałam gdy lekarz wyszedł dwie godziny później z sali
-Jest pani z nim spokrewniona?-zapytał starszy mężczyzna
-Jesteśmy znajomymi kiedyś byłam z nim zaręczona-powiedziałam
Początkowo nie chciał nas wpuścić jednak udało nam się go przekonać.
-Zacznę od tego że choroba kończy się (ale nie musi – wszystko zależy od sposobu leczenia – u osób leczonych 15 – 20%, u osób nieleczonych powyżej 75%) marskością i rakiem wątroby, poprzedzonymi poważnymi komplikacjami uniemożliwiającymi normalne funkcjonowanie u pana Roberta wykryto ja trochę za późno prowadzę jego chorobę i kilka tygodni temu nastąpiło straszne pogorszenie przez co pojawił się nowotwór rozwija się strasznie szybko przez co stan jego w szybkim tempie się pogarsza-powiedział
-Czyli?-zapytałam przełykając głośno ślinę
-To kwestia dni tygodni co najwyżej miesięcy-powiedział lekarz
-Nie. Nie błagam niech pan nie mówi że on umrze nie to nie prawda to jakiś koszmar-mówiłam a łzy leciały mi po policzkach.
Nathan objął mnie. Wziął mnie za rękę. Widziałam że sam był skołowany słysząc że Robert jest w tak ciężkim stanie.
-Musi być jakieś wyjście-powiedział Nathan
-Chciałbym ale na wszytko jest za późno-powiedział - ta choroba jest ciężka do wykrycia objawy to nudności, bóle brzucha, głowy większość pacjentów to lekceważy przez to wykrywana jest czasami dość późno. U pana Roberta tak się stało to bardzo duży minus tak samo jak to że bardzo szybko się rozwija przez co leczenie jest trudne.
***********************************************************************************
Długi. Powiedzmy że długi bo jak czytam inne blogi to w porównaniu do nich jest on bardzo krótki ale na moim blogu to jest długi. Mam nadzieję że podobał się. :) Trochę znowu namieszałam. Ale już taka jestem że jak coś piszę w książce to zawsze mieszam. Liczę na komentarze. Zapewniam was że ślub będzie żeby nie było że znów im się nie uda. To taka wiadomość dla was. Chociaż jeszcze nie wiadomo co moja głowa wymyśli. :P
-Długo mnie nie odwiedzałaś-powiedziała
-Dziwisz się?-zapytałam
-Nie skarbie przepraszam za to co zrobiłam -powiedziała
-Skarbie? Przepraszasz?-mówiłam
-Ja wiem że źle postępowałam- powiedziała
-I co teraz mam wtulić się w twoje ramiona. Powiedzieć : Mamo na reszcie tyle na to czekałam. No właśnie jak mam się do ciebie zwracać?
-Nie znam twoich rodziców. Po kilku miesiącach od adopcji przestali się odzywać. Miałam wam powiedzieć. Nie znaleźlibyście ich.Wychowywałam was z tatą przez tyle lat kocham cię i Bartka najmocniej na świecie.-mówiła
-Kochasz? Przypomnij swoje słowa: " Nie pozwolę żeby ten bachor się urodził" tak powiedziałaś gdy dowiedziałaś się o tym że ja i Robert będziemy mieli dziecko. Dla twojej wiadomości poroniłam. Powinnaś się cieszyć. Nie znasz zielonego pojęcia o miłości gdybyś zabiła Roberta lub gdyby się nie wybudził ze śpiączki siedziałabyś tu do końca życia.-powiedziałam po czym spłynęła mi po policzku łza
-Ja się zmieniłam uwierz mi.-powiedziała dotykając się do mojej ręki
-Może i się zmieniłaś ale tego co zrobiłaś nie da się zmienić. -powiedziałam zabierając rękę
Sama nie wiedziałam co ja wogle robię w tej sali. Po chwili wyciągnęłam zaproszenie położyłam kopertę na stoliku i podsunęłam w stronę mamy.
-To zaproszenie na ślub mój i Nathana-powiedziałam wycierając łzę
- Dziękuję-powiedziała tylko to widać było że ucieszyło ją to jednak ja dalej siedziałam i nie wyrażałam żadnych uczuć
Brakowało mi rozmowy z mamą. Ale jak można wybaczyć skoro nie da się zapomnieć. Postanowiłam że będzie lepiej jeśli wrócę już do Nathana.
-To ja już pójdę -powiedziałam wstałam i wyszłam obejrzałam się do tyłu widziałam jak ochroniarz prowadzi mamę ona też się odwróciła uśmiechnęła się lekko odwzajemniłam uśmiech
Było po 20 a nikogo prawie nie było na ulicach miasta. Słyszałam tylko stukanie moich obcasów. Słońce zachodziło. Chciałam być już w domu i zapomnieć o problemach. Zastanawiałam się nad tym co z mamą może byłam dla niej za bardzo niemiła. Dręczyły mnie pytania czy może powinnam jej wybaczyć? zrobiła źle ale żałuje tego w końcu moja prawdziwa mama mnie zostawiła. Może zachowuje się nie fair wybaczyłam dla taty. Tak na prawdę chciałam przytulic się do niej, gdy dotknęła mojej dłoni poczułam ciepło, dobro którego od dawna nie odczuwałam od niej. Byłam zła na siebie że kilka minut temu byłam pewna że dobrze robię będąc oschła, a teraz nagle zbiera mi się na płacz i wnioski że źle postępuje. Każdy zasługuje na drugą szansę. Idąc tak i rozmyślając zbliżałam się do rogu ulicy. Wyszłam zza rogu i wpadł na mnie Robert.
-Lena jak dobrze że cię widzę.-powiedział Robert trzymając się za brzuch
-Co się stało?-zapytałam łapiąc go za rękę
-Błagam pomóż mi. Pomóż-mówił i osunął się na ziemię szybko ukucnęłam przy nim
-Robert proszę cię. Co ci jest otwórz oczy-mówiłam jak opętana dotykając twarzy chłopaka
Jednak on nie dawał znaku życia. Naszły mnie myśli najgorszego, ale starałam się nie wpadać w panikę. Wyjęłam szybko telefon ręce mi się trzęsły że ledwo wpisywałam numer. Kilka minut później Robert był pod opieką lekarzy z pogotowia. Siedziałam pod salą czekając na wieści od lekarza. Gdy lekko ochłonęłam zadzwoniłam do Nathana który przyjechał jak najszybciej mógł:
-I co z nim?-zapytałam gdy lekarz wyszedł dwie godziny później z sali
-Jest pani z nim spokrewniona?-zapytał starszy mężczyzna
-Jesteśmy znajomymi kiedyś byłam z nim zaręczona-powiedziałam
Początkowo nie chciał nas wpuścić jednak udało nam się go przekonać.
-Zacznę od tego że choroba kończy się (ale nie musi – wszystko zależy od sposobu leczenia – u osób leczonych 15 – 20%, u osób nieleczonych powyżej 75%) marskością i rakiem wątroby, poprzedzonymi poważnymi komplikacjami uniemożliwiającymi normalne funkcjonowanie u pana Roberta wykryto ja trochę za późno prowadzę jego chorobę i kilka tygodni temu nastąpiło straszne pogorszenie przez co pojawił się nowotwór rozwija się strasznie szybko przez co stan jego w szybkim tempie się pogarsza-powiedział
-Czyli?-zapytałam przełykając głośno ślinę
-To kwestia dni tygodni co najwyżej miesięcy-powiedział lekarz
-Nie. Nie błagam niech pan nie mówi że on umrze nie to nie prawda to jakiś koszmar-mówiłam a łzy leciały mi po policzkach.
Nathan objął mnie. Wziął mnie za rękę. Widziałam że sam był skołowany słysząc że Robert jest w tak ciężkim stanie.
-Musi być jakieś wyjście-powiedział Nathan
-Chciałbym ale na wszytko jest za późno-powiedział - ta choroba jest ciężka do wykrycia objawy to nudności, bóle brzucha, głowy większość pacjentów to lekceważy przez to wykrywana jest czasami dość późno. U pana Roberta tak się stało to bardzo duży minus tak samo jak to że bardzo szybko się rozwija przez co leczenie jest trudne.
***********************************************************************************
Długi. Powiedzmy że długi bo jak czytam inne blogi to w porównaniu do nich jest on bardzo krótki ale na moim blogu to jest długi. Mam nadzieję że podobał się. :) Trochę znowu namieszałam. Ale już taka jestem że jak coś piszę w książce to zawsze mieszam. Liczę na komentarze. Zapewniam was że ślub będzie żeby nie było że znów im się nie uda. To taka wiadomość dla was. Chociaż jeszcze nie wiadomo co moja głowa wymyśli. :P
niedziela, 6 stycznia 2013
32.Więc wybierzmy się gdzieś...
Otworzyłam oczy i zobaczyłam na zegarku godzinę 14:28. Po chwili podniosłam się i opadałam czując straszny ból głowy. Nathan wszedł do pokoju
-O na reszcie wstała księżniczka-powiedział podając mi szklankę -to ci pomoże
-Księżniczka? Co się stało?-zapytałam
-O czyli nic nie pamiętasz?-zapytał
-No nie bardzo może tylko to że byłam tam ja, Cher, Julia, Pegi no i Eliza która przyjechała jeszcze to że byłyśmy z dziewczynami w klubie no i...-powiedziałam
-O czyli coś pamiętasz ze swojego wieczoru panieńskiego-powiedział chłopak uśmiechając się
Otworzyłam szeroko oczy. O matko ja na serio nic nie pamiętałam co my robiłyśmy zastanawiałam się. Po chwili chłopak wyjął płytę i włożył ją do laptopa.
-Co to jest ?-zapytałam
-Jest tu wszystko to co robiłaś po dość sporej ilości tequili-powiedział wciskając play
No i zaczęło się byłam przerażona widząc do czego byłyśmy zdolne. Chłopak przyglądał mi się z uśmiechem patrząc jak oglądam. Początek był jeszcze ok dziewczyny składały życzenia. Jednak w 10 minucie nagrania widać było że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wszystkie wskoczyłyśmy na ladę baru i tańczyłyśmy mimo że kelner wydzierał się nie robiłyśmy nic z tego. Po chwili przyszli ochroniarze i wyrzucili nas z dyskoteki. Jednak nasza przygoda nie skończyła się bo poszłyśmy na aleję gwiazd i zaczęłyśmy śpiewać "Glad you came" po czym Pegi zatrzymywała po kolei każdego kto przechodził i męczyła o to by składał życzenia dla przyszłej panny młodej o dziwo pojawiło się wiele życzeń na kamerze. Na końcu chłopacy śpiewali a my tańczyłyśmy dookoła nich pijąc dalej szampana. Nie wierzyłam w to co oglądam kilkanaście minut później film się skończył.
-Ale to jeszcze nie wszystko-powiedział Nathan
-Błagam nie mów mi że coś jeszcze zrobiłyśmy-powiedziałam łapiąc się za czoło
-Nie tylko ty-gdy to powiedział upadłam do tyłu na łóżko
-Zadzwoniłaś do mnie przyjechaliśmy po was z chłopakami.Wziąłem cie na ręce bo ciężko było ci zachować równowagę stojąc.-powiedział - myślałem że zaśniesz ale ty w uparcie przez całą drogę do auta śpiewałaś You cast a spell on me, spell on me
You hit me like the sky fell on me, fell on me
And I decided you look well on me, well on me
So let's go somewhere no-one else can see, you and me
czyli( Rzucasz zaklęcie na mnie, zaklęcie na mnie
Uderzasz we mnie, jakby niebo spadło na mnie, spadło na mnie
I zdecydowałem, że wyglądasz dobrze na mnie, dobrze na mnie
Więc wybierzmy się gdzieś, gdzie nikt nie zobaczy Ciebie i mnie)
-O matko jaki wstyd-powiedziałam
-Nie to było słodkie-położył się na mnie dając mi całusa
Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Był to Siva. Otworzył drzwi i wszedł.
-Oj przepraszam-powiedział po czym zaczęliśmy się śmiać
-Co chcesz?-zapytał Nathan siadając z boku
-Jesteśmy na obiedzie. Chodźcie do nas.-powiedział Siva
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. To był tata pokazałam Nathanowi żeby szedł z Sivą jednak wiedziałam że na pewno został za drzwiami.
J: Hej tatao
T:Cześć córeczko dostałem zaproszenie. Tak się cieszę.
J: Nie wiesz nawet jak bardzo ja się cieszę.
T:Co tam u was opowiadaj
J: Jesteśy w Los Angeles chłopacy nagrywają piosenkę
T: A jak się czujesz?
J: Dobrze
T: Na pewno martwię się o ciebie. Byłaś u lekarza.
J: Bądź spokojny. Mam wizytę za kilka dni. Wszystko będzie dobrze zobaczysz
T: Byłaś u mamy? Zamierzasz ją zaprosić?
J: Mam zamiar ją odwiedzić jak będę w Polsce.
T: Pozdrów Nathana muszę już kończyć. Do zobaczenia niedługo.
J: Tak do zobaczenia niedługo. Kocham cię.
T: Ja ciebie też.
Otworzyłam drzwi aby zejść do wszystkich. Miałam rację Nathan stał za nimi. Usiedliśmy przy wszystkich.
-Widziałaś już filmik?-zapytał Tom
Popatrzyłam na niego tylko się uśmiechając. Po czym wszyscy chłopacy się roześmiali na głos. Po chwili wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem.
**********************************************************************************
Mam nadzieję że rozdział się podoba? Następny niedługo. :) Liczę na komentarze. :)
-O na reszcie wstała księżniczka-powiedział podając mi szklankę -to ci pomoże
-Księżniczka? Co się stało?-zapytałam
-O czyli nic nie pamiętasz?-zapytał
-No nie bardzo może tylko to że byłam tam ja, Cher, Julia, Pegi no i Eliza która przyjechała jeszcze to że byłyśmy z dziewczynami w klubie no i...-powiedziałam
-O czyli coś pamiętasz ze swojego wieczoru panieńskiego-powiedział chłopak uśmiechając się
Otworzyłam szeroko oczy. O matko ja na serio nic nie pamiętałam co my robiłyśmy zastanawiałam się. Po chwili chłopak wyjął płytę i włożył ją do laptopa.
-Co to jest ?-zapytałam
-Jest tu wszystko to co robiłaś po dość sporej ilości tequili-powiedział wciskając play
No i zaczęło się byłam przerażona widząc do czego byłyśmy zdolne. Chłopak przyglądał mi się z uśmiechem patrząc jak oglądam. Początek był jeszcze ok dziewczyny składały życzenia. Jednak w 10 minucie nagrania widać było że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wszystkie wskoczyłyśmy na ladę baru i tańczyłyśmy mimo że kelner wydzierał się nie robiłyśmy nic z tego. Po chwili przyszli ochroniarze i wyrzucili nas z dyskoteki. Jednak nasza przygoda nie skończyła się bo poszłyśmy na aleję gwiazd i zaczęłyśmy śpiewać "Glad you came" po czym Pegi zatrzymywała po kolei każdego kto przechodził i męczyła o to by składał życzenia dla przyszłej panny młodej o dziwo pojawiło się wiele życzeń na kamerze. Na końcu chłopacy śpiewali a my tańczyłyśmy dookoła nich pijąc dalej szampana. Nie wierzyłam w to co oglądam kilkanaście minut później film się skończył.
-Ale to jeszcze nie wszystko-powiedział Nathan
-Błagam nie mów mi że coś jeszcze zrobiłyśmy-powiedziałam łapiąc się za czoło
-Nie tylko ty-gdy to powiedział upadłam do tyłu na łóżko
-Zadzwoniłaś do mnie przyjechaliśmy po was z chłopakami.Wziąłem cie na ręce bo ciężko było ci zachować równowagę stojąc.-powiedział - myślałem że zaśniesz ale ty w uparcie przez całą drogę do auta śpiewałaś You cast a spell on me, spell on me
You hit me like the sky fell on me, fell on me
And I decided you look well on me, well on me
So let's go somewhere no-one else can see, you and me
czyli( Rzucasz zaklęcie na mnie, zaklęcie na mnie
Uderzasz we mnie, jakby niebo spadło na mnie, spadło na mnie
I zdecydowałem, że wyglądasz dobrze na mnie, dobrze na mnie
Więc wybierzmy się gdzieś, gdzie nikt nie zobaczy Ciebie i mnie)
-O matko jaki wstyd-powiedziałam
-Nie to było słodkie-położył się na mnie dając mi całusa
Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Był to Siva. Otworzył drzwi i wszedł.
-Oj przepraszam-powiedział po czym zaczęliśmy się śmiać
-Co chcesz?-zapytał Nathan siadając z boku
-Jesteśmy na obiedzie. Chodźcie do nas.-powiedział Siva
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. To był tata pokazałam Nathanowi żeby szedł z Sivą jednak wiedziałam że na pewno został za drzwiami.
J: Hej tatao
T:Cześć córeczko dostałem zaproszenie. Tak się cieszę.
J: Nie wiesz nawet jak bardzo ja się cieszę.
T:Co tam u was opowiadaj
J: Jesteśy w Los Angeles chłopacy nagrywają piosenkę
T: A jak się czujesz?
J: Dobrze
T: Na pewno martwię się o ciebie. Byłaś u lekarza.
J: Bądź spokojny. Mam wizytę za kilka dni. Wszystko będzie dobrze zobaczysz
T: Byłaś u mamy? Zamierzasz ją zaprosić?
J: Mam zamiar ją odwiedzić jak będę w Polsce.
T: Pozdrów Nathana muszę już kończyć. Do zobaczenia niedługo.
J: Tak do zobaczenia niedługo. Kocham cię.
T: Ja ciebie też.
Otworzyłam drzwi aby zejść do wszystkich. Miałam rację Nathan stał za nimi. Usiedliśmy przy wszystkich.
-Widziałaś już filmik?-zapytał Tom
Popatrzyłam na niego tylko się uśmiechając. Po czym wszyscy chłopacy się roześmiali na głos. Po chwili wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem.
**********************************************************************************
Mam nadzieję że rozdział się podoba? Następny niedługo. :) Liczę na komentarze. :)
środa, 2 stycznia 2013
31.Julia(część druga)
-Lena obudź się jest już 12:00-powiedział Nathan
Otworzyłam oczy rzeczywiście było już późno.
-Co ty robiłaś w nocy?-zapytał
-A nie wiem nie mogłam jakoś zasnąć-powiedziałam
Podniosłam się i poszłam do łazienki żeby wziąść prysznic i się ubrać.Gdy wróciłam chłopak siedział na rogu łóżka.
-Nie uwierzysz Max wczoraj poznał dziewczynę.-powiedział
-No wiem Mary-odpowiedziałam
-Nie ja już znał od dawna, był wczoraj u niej okazało się że ma chłopaka, ale gdy wracał usłyszał płacz i poznał Julie była dziś na śniadaniu.-powiedział
-To świetnie-powiedziałam dodając wiadomo coś o Indze
-Max ma się z nią spotkać w Londynie gdy wrócimy-powiedział Nathan dodając-to co gdzie idziemy
-Nie mam pojęcia pytałeś się gdzie reszta idzie?-zapytałam
-Jadą na wzgórze Hollywood ale może chodźmy do zoo-powiedział
-Do zoo-powtórzyłam po nim z uśmiechem
-Lub możemy tu zostać i wiesz-powiedział podchodząc i kładąc ręce na moich biodrach
-Nie ma mowy idziemy do zoo-powiedziałam
Nathan wypożyczył samochód trochę zabłądziliśmy w drodze. Gdy dojechaliśmy na miejsce kupiliśmy bilety i zaczęliśmy zwiedzanie tak to chyba można nazwać. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
Ja: No hej Pegi
Pegi: Hej spotkajmy się dziś w recepcji o 20
Ja: Coś się stało?
Pegi: Nie tylko bądź sama i załóż coś fajnego. Takiego sexownego.
Ja: Czemu sama ? Sexownego po co ?
Pegi: Zobaczysz. Czekaj i tyle.
Rozłączyła się nagle usłyszałam za sobą wołanie Nathana:
-Lena zobacz zobacz zobacz-krzyczał
Gdy się odwróciłam zauważyłam że głaszcze żyrafę.
-Nath to tylko żyrafa opanuj się-powiedziałam śmiejąc się z podniecenia chłopaka
Wziął moją rękę i pogłaskał żyrafę znowu.
-Kto to był?-zapytał nie odrywając ręki od żyrafy
-Pegi była dość dziwna mam czekać na recepcji o 20:00 i jak to ona powiedziała mam być sexownie ubrana-powiedziałam
-Ej no to czyli że nie będziemy razem-powiedział smutnym głosem chłopak - to chyba mi się coś należy bo będę bardzo tęsknił
Dałam całusa dla chłopaka. Najwidoczniej było mu za mało, ponieważ po chwili namiętnie mnie pocałował. przed 19:00 wróciliśmy do hotelu. Nathan wszedł do pokoju i upadł na łóżko po czym włączył telewizor. Z wielką chęcią położyłabym się obok niego ponieważ byłam tak samo jak on wyczerpana. Nałożyłam krótką przylegająca do ciała czerwoną sukienkę i czarne szpilki, był wieczór więc nałożyłam jeszcze czarny żakiet. Pomalowałam rzęsy tuszem. Gdy wyszłam z łazienki zauważyłam że Nathan już śpi dałam mu całusa w policzek i wyszłam....
***********************************************************************************
Krótki bo druga część. Następny będzie długi przynajmniej ma taki być. W tym tygodniu będzie na pewno nowy rozdział. Oj ma się dziać. :) Mam nadzieję że się podoba nowy rozdział. Dzięki za komentarze. :) No i oczywiście liczę na nie. :) Bo bardzo mnie cieszą.
Otworzyłam oczy rzeczywiście było już późno.
-Co ty robiłaś w nocy?-zapytał
-A nie wiem nie mogłam jakoś zasnąć-powiedziałam
Podniosłam się i poszłam do łazienki żeby wziąść prysznic i się ubrać.Gdy wróciłam chłopak siedział na rogu łóżka.
-Nie uwierzysz Max wczoraj poznał dziewczynę.-powiedział
-No wiem Mary-odpowiedziałam
-Nie ja już znał od dawna, był wczoraj u niej okazało się że ma chłopaka, ale gdy wracał usłyszał płacz i poznał Julie była dziś na śniadaniu.-powiedział
-To świetnie-powiedziałam dodając wiadomo coś o Indze
-Max ma się z nią spotkać w Londynie gdy wrócimy-powiedział Nathan dodając-to co gdzie idziemy
-Nie mam pojęcia pytałeś się gdzie reszta idzie?-zapytałam
-Jadą na wzgórze Hollywood ale może chodźmy do zoo-powiedział
-Do zoo-powtórzyłam po nim z uśmiechem
-Lub możemy tu zostać i wiesz-powiedział podchodząc i kładąc ręce na moich biodrach
-Nie ma mowy idziemy do zoo-powiedziałam
Nathan wypożyczył samochód trochę zabłądziliśmy w drodze. Gdy dojechaliśmy na miejsce kupiliśmy bilety i zaczęliśmy zwiedzanie tak to chyba można nazwać. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
Ja: No hej Pegi
Pegi: Hej spotkajmy się dziś w recepcji o 20
Ja: Coś się stało?
Pegi: Nie tylko bądź sama i załóż coś fajnego. Takiego sexownego.
Ja: Czemu sama ? Sexownego po co ?
Pegi: Zobaczysz. Czekaj i tyle.
Rozłączyła się nagle usłyszałam za sobą wołanie Nathana:
-Lena zobacz zobacz zobacz-krzyczał
Gdy się odwróciłam zauważyłam że głaszcze żyrafę.
-Nath to tylko żyrafa opanuj się-powiedziałam śmiejąc się z podniecenia chłopaka
Wziął moją rękę i pogłaskał żyrafę znowu.
-Kto to był?-zapytał nie odrywając ręki od żyrafy
-Pegi była dość dziwna mam czekać na recepcji o 20:00 i jak to ona powiedziała mam być sexownie ubrana-powiedziałam
-Ej no to czyli że nie będziemy razem-powiedział smutnym głosem chłopak - to chyba mi się coś należy bo będę bardzo tęsknił
Dałam całusa dla chłopaka. Najwidoczniej było mu za mało, ponieważ po chwili namiętnie mnie pocałował. przed 19:00 wróciliśmy do hotelu. Nathan wszedł do pokoju i upadł na łóżko po czym włączył telewizor. Z wielką chęcią położyłabym się obok niego ponieważ byłam tak samo jak on wyczerpana. Nałożyłam krótką przylegająca do ciała czerwoną sukienkę i czarne szpilki, był wieczór więc nałożyłam jeszcze czarny żakiet. Pomalowałam rzęsy tuszem. Gdy wyszłam z łazienki zauważyłam że Nathan już śpi dałam mu całusa w policzek i wyszłam....
***********************************************************************************
Krótki bo druga część. Następny będzie długi przynajmniej ma taki być. W tym tygodniu będzie na pewno nowy rozdział. Oj ma się dziać. :) Mam nadzieję że się podoba nowy rozdział. Dzięki za komentarze. :) No i oczywiście liczę na nie. :) Bo bardzo mnie cieszą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






